Przejdź do treści

Piszą, grają, malują, a jest ich dziesiątka! Poznajcie rodzinę Wołków (i Osiołków)

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

“Dzieci mają wiarę, kiedy widzą jej owoce u rodziców i w relacjach z rodzicami. Jeśli tych owoców brakuje, to na nic piękna muzyka i literatura” – mówią Julianna i Jakub Wołkowie, rodzice ośmiorga dzieci, twórcy Wydawnictwa Wołek i Osiołek.

Pasje są bez sensu, gdy cierpią relacje

Karolina Guzik: Ósemka dzieci – szkolne, przedszkolne i te nowonarodzone. Jak w takiej rodzinie, w której z zasady już dużo się dzieje, ogarnąć jeszcze czas na twórczość rodziców?! Piszecie, gracie, malujcie. KIEDY?

Jakub Wołek: Bardzo rzadko. Obserwując media społecznościowe, można ulec mylnemu wrażeniu, że przychodzi nam to łatwo. 

Chcesz powiedzieć, że tak nie jest?

Jakub: Zacznijmy od odczarowania tego obrazu, bo w praktyce brakuje nam w tygodniu tak około 48 godzin, żeby w miarę ze wszystkim zdążyć. To, że udało nam się wydać album muzyczny (2019), książkę (2020) i słuchowisko (2023) można traktować po części w kategorii cudu, ale takiego, który wspomogliśmy dużym samozaparciem i wieloma nieprzespanymi nocami. Może nie zabrzmi to zbyt przyjemnie, ale znalezienie czasu i warunków do tworzenia to często droga przez mękę. Nie mówimy tego dlatego, żeby kogoś zniechęcić do pracy twórczej. Wręcz przeciwnie! Chcemy podkreślić, że jest to warte poświęcenia. 

Julianna Wołek: Ale to nie wszystko. W naszym życiu to rodzina jest priorytetem. Poświęcenie, o którym powiedzieliśmy, nie miałoby sensu, gdyby relacje na tym ucierpiały. Nasze procesy twórcze są bardzo rozciągnięte w czasie, pełne zakrętów i przystanków.

Procesy twórcze? Czyli pracujecie nad czymś jeszcze?

Jakub: W naszych głowach i sercach kiełkuje wiele projektów muzycznych, melodii, nieoszlifowanych jeszcze fabuł i historii. Niektóre z nich są nawet rozpoczęte i wołają, aby do nich wrócić. Tyle, że dużo głośniej krzyczą nasze dzieci! (śmiech) I to jest bardzo ważne, żeby wiedzieć, kiedy odpuścić.

Przekaz wiary – naturalnie i przykładem 

Czy w takim środowisku dzieci z mlekiem mamy dostają miłość do tworzenia czy trzeba ich tego nauczyć?

Julianna: Wydaje mi się, że każde dziecko ma w sobie pragnienie tworzenia. A kiedy widzi rodziców, którzy przeznaczają czas na swoje pasje, w naturalny sposób uczy się, że to ma wartość. Być może taka lekcja jest ważniejsza, niż zajęcia dodatkowe siedem dni w tygodniu.

Wasze dzieci chodzą na takie zajęcia?

Julianna: U nas nie ma możliwości, by zachować taką częstotliwość i może jest to bardziej atutem niż minusem wielodzietności. Staramy się dawać dzieciom przestrzeń do rozwijania ich talentów, z których niektóre są bardzo podobne do naszych, a inne całkiem różne. Śpiewają, tańczą, grają na instrumentach, rysują, robią przedstawienia, piszą książki, lepią z gliny, tworzą miniaturowe domki – maleńkie arcydzieła… Jesteśmy wielkimi fanami ich twórczości i vice versa. 

Nie da się tego nie dostrzec, obserwując fragmenty waszego życia w mediach społecznościowych – jesteście bardzo kreatywni! Czy bycie tak twórczymi pomaga wam w przybliżeniu dzieciom wiary?

Julianna: Rozmowy o Bogu odbywają się u nas bardzo naturalnie i są po prostu wplecione w codzienność. Czasem punktem wyjścia jest sztuka, innym razem piękno przyrody, ale chyba najczęściej codzienne – nieraz bardzo prozaiczne – sytuacje. Często z pomocą przychodzi też literatura. 

Jakiś konkretny gatunek?

Julianna: Do mnie bardzo przemawiają baśniowe obrazy. Mam wrażenie, że język baśni najlepiej potrafi oddać głębokie, ważne prawdy o życiu. Uwielbiam twórczość Lewisa, Tolkiena, George`a McDonalda.

Jakub: Sztuka jest formą wyrażenia tego, co trudne do opowiedzenia słowem. Wobec tego może być znakomitym narzędziem do przybliżania dzieciom wiary, ale czy w rodzinie jest to skuteczne – nie możemy tego powiedzieć z pełnym przekonaniem. Wiara jest bardzo intymną przestrzenią w życiu każdego człowieka. Doświadczeniem, które wykracza daleko poza nasze codzienne funkcjonowanie i myślenie. Kluczowa jest miłość. Dzieci mają wiarę, kiedy widzą jej owoce u rodziców i w relacjach z rodzicami. Jeśli tych owoców brakuje, to na nic piękna muzyka i literatura.

“Cud Bożego Narodzenia” – pisałam prosto z serca

Książka, a teraz słuchowisko, które wydaliście, to może być taka pomoc dla wszczepiania dzieciom dobrych wartości, wiary? Czy może pobudki, które za tym stały, są jeszcze inne?

Jakub: „Cud Bożego Narodzenia” to naturalna odpowiedź na dziecięcy zachwyt nad ruchomą szopką. To od tego wszystko się zaczęło.

Julianna: Tak jak wspomniałam, wiele spraw łatwiej jest mi przekazać za pomocą literackich obrazów. Dlatego napisałam opowieść, jakiej brakowało mi, by rozmawiać z dziećmi o Bożym Narodzeniu. Ciekawe jest to, że pisałam tę historię prosto z serca, bez jakiejś długiej analizy… a wciąż łapię się na tym, że niektóre obrazy idealnie opisują moje doświadczenie Boga. Na przykład Anielka, która wykrzykuje swój żal w pustym kościele, tak jak ja nieraz wykrzykiwałam swoją modlitwę: “Boże, jeśli jesteś, pomóż mi”.

Gdyby ktoś patrzył na to z zewnątrz, mógłby powiedzieć, że dziecko było smutne, później zasnęło i obudziło się szczęśliwe, choć nic się nie wydarzyło. Ale właśnie wydarzyło się bardzo dużo. Tyle, że takie najgłębsze przemiany dokonują się w sercu, są niewidoczne z zewnątrz… a potrafią odmienić całe życie.

Adwent pod znakiem wdzięczności

Jak w waszym domu przeżywacie adwent?

Julianna: Bardzo pracowicie. Zainteresowanie książką wzrasta w okresie adwentu i Bożego Narodzenia, a wysyłką w naszym wydawnictwie zajmujemy się samodzielnie, więc mamy pełne ręce roboty. Tym większym wyzwaniem jest dla nas znalezienie momentów zatrzymania. 

Walczymy o to, by co wieczór całą rodziną usiąść przy stole, przy wieńcu adwentowym. Czytamy Pismo Święte, rozmawiamy. Przez cały adwent na stole stoi żłóbek. Kiedyś codziennie wypełnialiśmy go siankiem dobrych uczynków. Rok temu zmodyfikowaliśmy tę tradycję i dzieci, dorzucając sianko, zastanawiały się, za co mogą być wdzięczne. Takie przekierowanie uwagi z tego “co dziś zrobiłam”, na “co dziś dostałam” pomagało nam wyciszać konflikty i rywalizację między dziećmi. A wdzięczność, jak wiadomo, rodzi dobro. Łatwiej pomóc bratu, siostrze, czy komukolwiek innemu, jeśli uda mi się dostrzec, że ta osoba jest darem w moim życiu.

Jako mama wielodzietna zastanawiam się, czy jest w ogóle taka możliwość, byśmy my – rodzice kilkorga dzieci – mogli w spokoju (nie żartujmy z tą ciszą) przygotować się do Świąt.

Jakub: Tata tak. Mama nie. (śmiech)

Julianna: Można się przygotować, pomimo braku spokoju. Zapragnąć Tego, który przynosi prawdziwy pokój.

Zobacz także