Przejdź do treści

Felieton sytuacyjny – nie każdy święty chodzi uśmiechnięty

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

W kolejnym felietonie sytuacyjnym mała Eliza z rezygnacją stwierdza, że nie nadaje się na świętą. W jaki sposób uda się ją mamie przekonać, że jednak nic straconego?

– No i pozamiatane. 

Eliza opadła na fotel zupełnie bez siły. 

– Sprzątałaś? – Moje pytanie nie kryło zaskoczenia, gdyż jeszcze nigdy Eliza z własnej i nieprzymuszonej woli nie skalała się tak „ciężką” pracą. 

– W życiu mam pozamiatane mamo! 

– Eluś, masz 7 lat, może coś z tego pozostałego życia uda się jeszcze ogarnąć? 

– To nie jest śmieszne! Klaudia mi powiedziała, że z takim charakterem to ja świętą nie zostanę. 

No fakt, jej lenistwo i cięty język raczej nie należą do atrybutów świętych. Ale co w takim razie należy? Po czym poznać świętych? 

Od razu w głowie pojawił mi się obraz mnicha z przetartymi kolanami od całodziennego klęczenia podczas sumiennego „klepania” pacierzy. Jego łysawa głowa świadczy o wielkiej mądrości i doskonałej pamięci, musi on przecież zapamiętać wszystkie modlitwy i każdy cytat z Pisma Świętego, a i żywoty swoich świętych ziomków musi mieć w jednym paluszku. Twarz świętego przeorana jest zmarszczkami od wiecznego, niczym niezakłóconego uśmiechu. Lecz niech ten uśmiech nikogo nie zwiedzie. Wszak nie jest on oznaką poczucia humoru. Taki święty jest wewnętrznie permanentnie poważny.  

Snuje się taki w zadumie nie dotykając stopami ziemi. A na liście jego grzechów widnieje zero – duże, równiutkie niczym aureola nad jego głową. I naturalnie wszystko, co ludzkie, jest mu obce, nie wie, co to złość, zazdrość, lenistwo. Ma tak silny charakter, że nie skusiłby się nawet na lody karmelowe. Tylko suchy chleb, modlitwa i ewentualnie jakaś chłosta. O pożyczkę nie warto go prosić, bo pieniędzy nie posiada, nie może, zakazane. Ubrany w worek pokutny, na stanie może mieć ewentualnie zapasowy, jakby mu się pierwszy pobrudził. I ważne by świętemu nie podchodzić pod nogi, gdyż wiecznie natchniony Duchem Świętym, prowadzący nieustanny dialog z samym Bogiem i wpatrzony w niebo, mógłby się po prostu o nas, zwykłych maluczkich ludzi, potknąć… 

– Mamo! Co ci jest? Zastygłaś jak posąg świętego? – z mojej wyobraźni wyrwał mnie głos Elizki. 

– Aaa, tak sobie próbowałam wyobrazić świętego. A Ty, Niunia, jak myślisz, jacy są Ci święci? 

Elcia chwilę podumała, jakby próbowała przypomnieć sobie coś naprawdę ważnego. 

– Na pewno są bardzo pracowici i pomagają innym jak Matka Teresa z Kalkuty, a przez tę pomoc są bardzo blisko Boga. 

– Może i tak, ale Matka Teresa nie zawsze czuła, że jest blisko Boga. Chwilami czuła, że nie ma Go przy niej, jednak robiła, co mogła, by zostać Mu wierną. 

– Mamuś, święci są niezwykle spokojni, a nie tak zwierceni jak Ja. Mi trudno się nie złościć – znów posmutniała. 

– Ej, wcale tak nie jest – starałam się ją pocieszyć. – A Ojciec Pio? Gdy się zdenerwował potrafił krzyczeć i wcale nie był miły, ale pomagał innym spowiadając ich. Nawet cały dzień spędzał w konfesjonale, jeśli była taka potrzeba. 

– No widzisz, spowiadał. Święci robią ważne rzeczy, nawet cuda. Jak Dawid, On kamieniem pokonał wielkiego Goliata, a potem jako mądry król rządził sprawiedliwie. 

– Oj dziecko, dziecko. Zanim był taki mądry i sprawiedliwy, zrobił kilka głupstw. Miał kilka żon, którym nie był wierny, a i nie raz bywał okrutny. Jednak zrozumiał, co robi źle i się zmienił.  

– Mamo, już wiem!!! – oczy Elizy zabłysły jakby odkryła co najmniej lek na raka. – Po prostu trzeba się starać.  

Przytuliłam moją „złośnicę” najmocniej jak tylko mogłam.  

– Tak – potwierdziłam. – Wystarczy się starać. 

Niby to takie oczywiste, ale jakie trudne. 

.
Zobacz także