Przejdź do treści

Tata i córki – sprzątają mogiły, poznają bohaterów, pasjonują się historią

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Marcin Pavanello, wraz ze swoimi córkami Julianną (13 l.) i Patrycją (11 l.), jest autorem bloga Tata&Córki. Jaki to ma związek z pamięcią o żołnierzach wyklętych i z przekazywaniem dzieciom wartości patriotycznych? O tym opowie tytułowy Tata, odznaczony Medalem Stulecia Odzyskanej Niepodległości oraz – wraz z żoną Justyną – odznaką honorową „Meritis Pro Familia”, członek Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Garnizon Gniezno”.

Zainteresowanie dzieci historią

Małgorzata Trawka: Czy ma Pan plany na obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych?

Marcin Pavanello: Tak, zacząłem już z córkami świętować na naszym blogu. Przedstawiamy w postach duchowość żołnierzy wyklętych. Gdy zbliża się dzień ich pamięci, często mówi się o ich akcjach i życiorysach, a rzadko o wierze, jaką mieli. Podjęliśmy z córkami decyzję, że spróbujemy poszukać informacji na ten temat. 1 marca weźmiemy też udział w mszy świętej u nas w Gnieźnie za ppłk. Łukasza Cieplińskiego (zginął 1 marca 1951 r.) i za żołnierzy wyklętych.

Czy Pana córki też biorą udział w wybieraniu tematów na bloga?

Oczywiście, to nie jest tylko mój blog. Podjęliśmy decyzję, że to będą nasze tematy, nasza działalność, nasza praca. Żona woli być z tyłu, ale wspiera nas całym serduchem.

W jaki sposób rozbudził Pan w córkach zainteresowanie historią?

Myślę, że one same widziały, jak działam w różnych akcjach. Obserwowały mnie samego i moją pracę. Jeszcze przed założeniem bloga chodziliśmy na różne uroczystości, sprzątaliśmy mogiły, zapalaliśmy znicze w miejscach pamięci, tylko tego nie pokazywaliśmy. Nawet nie chcieliśmy tego pokazywać, bo to są młode dziewczyny i chciałem oszczędzić im hejtu – miałem o to obawę. Ale z czasem zadałem sobie pytanie, dlaczego mamy nie pokazywać swojej wiary, swojej tożsamości, swojego podejścia do ojczyzny, do Boga, rodziny. Może kogoś to zachęci, może kogoś będzie denerwowało, ale wszystkich nie pogodzimy. Podjęliśmy decyzję o założeniu bloga i zdecydowaliśmy, że będziemy działać razem.

Fot. archiwum prywatne

Przykład taty

W styczniu wysprzątaliście razem i naprawiliście grób powstańca styczniowego Józefa Winnickiego. Następnego dnia ktoś zdewastował uprzątnięty grób. To taki bolesny przykład, jak niektórzy mogą reagować na wasze działania.

Dokładnie tak. Dlatego nieraz są obawy, ale robimy swoje i idziemy do przodu.

A skąd ta wrażliwość u dziewczynek, by pielęgnować pamięć i mogiły zasłużonych?

One to widziały: że stawałem przy jakimś grobie, podnosiłem przewrócone kwiaty, zapalałem znicz – nie tylko na grobie swoich bliskich. Potem zachęciłem: „Dziewczyny, jest do uporządkowania kwatera powstańców wielkopolskich. Pójdziemy, zobaczymy?” I nie było problemu. Jednego roku mieliśmy bardzo dużą nawałnicę w Gnieźnie, wiele połamanych drzew, trzeba było jechać z piłami łańcuchowymi. I one też wtedy z chęcią szły, by te gałęzie pozbierać, poodsuwać, posprzątać. Same z siebie. Takie po prostu są.

Historia to nie tylko fakty i daty

Bierzecie udział w różnych uroczystościach państwowych, spotkaniach rocznicowych, wydarzeniach patriotycznych. To się często kojarzy z nudą, długimi przemówieniami i staniem na baczność. A Pana córki na zdjęciach są uśmiechnięte i zadowolone.

Oczywiście, że tak. Jestem tego zdania, że historii nie poznamy tylko z książki, z dat, wyuczenia się informacji. Wiem to też po sobie. Historia w szkole często nie zachwyca i nie mobilizuje do działania. Może teraz szkoły coraz częściej biorą udział w uroczystościach albo same je organizują. Nasze dziewczyny chodzą do szkoły podstawowej, której patronem jest ks. mjr Mateusz Zabłocki, powstaniec wielkopolski. Opiekują się jego grobem na cmentarzu św. Piotra i Pawła w Gnieźnie, organizują jego uroczystości patronalne, więc teraz to wygląda już inaczej. Córki są też w szkolnym poczcie sztandarowym. Jeździmy też na różne uroczystości, np. do Warszawy na 1 sierpnia. To jest namacalna historia, którą córki widzą i czują.

Kiedy pojechaliśmy pierwszy raz na obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, to nikogo nie znaliśmy. Pojechaliśmy, żeby zobaczyć, jak tam jest. Pomagaliśmy zorganizować uroczystości w Gnieźnie, ale chcieliśmy poczuć tę historię i poodwiedzać miejsca pamięci w Warszawie. Chciałem, żebyśmy spotkali się z kombatantami. Widać, że dziewczyny tego potrzebowały. Potem tym żyły, opowiadały w szkole, brały udział w konkursach patriotycznych, śpiewając, rysując, tworząc filmik o Armii Krajowej.

Fot. archiwum prywatne

Inka, Pilecki, Ciepliński – nasi bohaterowie

Myślę, że wielu rodzicom trudno mówić dzieciom o krwawej historii naszych zrywów wolnościowych i losach naszych bohaterów. Te opowieści często nie należą do przyjemnych.

No właśnie. Teraz jeszcze mamy okazję spotkać się z tymi bohaterami, kombatantami, ale w zeszłym i tym roku poodchodziło ich już bardzo dużo. To od nas zależy, jak przekażemy dalej naszą historię i naszą tożsamość. My nic nie robimy na siłę i na siłę nigdzie dziewczyn nie ciągnę. Nie wiem, jak będzie w przyszłości, ja daję im wskazówkę. Wierzę, że pójdą dobrą drogą.

A czy macie swoje ulubione historie, ulubionych bohaterów?

Mamy dwie postacie, które zachęciły nas do działania. Pierwsza to Danusia Siedzikówna, „Inka”. Pojechaliśmy do Gdańska na uroczystości kolejnej rocznicy jej śmierci na Cmentarz Garnizonowy. Dziewczyny bardzo się zaangażowały, by prześledzić jej historię, dowiedzieć się czegoś na temat Inki. Byliśmy pod więzieniem, gdzie została zamordowana razem z Feliksem Selmanowiczem, ps. Zagończyk. Widzieliśmy ten chodnik, pod którym zostały znalezione jej szczątki. Oni robili wszystko, by Polska była wolna, a za to dostali w podziękowaniu wyrok śmierci, czyli egzekucję od razu.

Drugą postacią był Witold Pilecki. Byliśmy w więzieniu na Rakowieckiej, gdzie dziś mieści się Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, by zobaczyć jego celę, porozmawiać z osobami z nim związanymi. Mamy nadzieję, że niedługo spotkamy się z panią Zofią, córką Witolda Pileckiego. Dziewczyny cały czas tym żyją. W rocznicę jego śmierci, 25 maja, organizujemy mszę św. i zapalamy znicz pamięci pod tablicą przy kościele farnym w Gnieźnie.

Fot. archiwum prywatne

Teraz kolejnym naszym bohaterem jest Łukasz Ciepliński. W zeszłym roku zrobiliśmy cykl postów, w którym przedstawialiśmy jego grypsy wysyłane do rodziny, do żony i syna. Można z nich wywnioskować, jak wielką wiarę i miłość miał ten człowiek. Będąc w takich okolicznościach, wiedząc, że za chwilę przyjdzie czas, kiedy go zamordują, on nie miał słowa żalu. Zachęcał żonę, żeby umacniała syna w wierze.

Wiadomo, jak ci żołnierze są przedstawiani. Kilku z nich funkcjonuje w zbiorowej świadomości jako bohaterowie, ale większość jest mało znana, a nieraz wręcz przedstawiana jako mordercy. My chcemy pokazać ich wiarę, działanie na chwałę Ojczyzny i Pana Boga. Modlili się o wolną Polskę i robili wszystko, co mogli, by do tej wolności dążyć. Dlatego chcemy pisać o tym na blogu.

To nie jest tylko historia!

Jest pan członkiem Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Garnizon Gniezno”. Czy dziewczynki też biorą udział w tych rekonstrukcjach?

Starsza córka chciałaby do nas dołączyć. Jest to niestety bardzo drogie zajęcie. Mundury i repliki rekonstrukcyjne są kosztowne. Jeżeli stowarzyszenie nie znajdzie sponsorów, to ciężko będzie cokolwiek zrobić. Ale Julianna na pewno jest chętna, żeby wejść w nasze szeregi.

Fot. archiwum prywatne

Właśnie minęła pierwsza rocznica wybuchu wojny w Ukrainie. Kiedyś myślałam, że zainteresowanie moich synów militariami to wiedza zbędna. Okazało się, że się myliłam.

Nie powinno się straszyć dzieci, ale pewną wiedzę o militariach warto przekazać. Może nie chodzi o specjalistyczne przeszkolenie. Raczej o pokazanie, jak się zachować w terenie, jak poradzić sobie w lesie albo nawet jak gospodarować tym, co mamy w domu, choćby wodą. Mam wrażenie, że zbyt duża jest w naszej codzienności obecność tabletów, smartfonów. A w sytuacji wojny to może się okazać bezużyteczne i możemy zostać z tymi pudełkami nie wiedząc, co robić, bo całą wiedzę mamy w sieci. Tym bardziej uważam, że poznawanie historii z różnych stron i na różne sposoby jest ważne.

Zobacz także