Przejdź do treści

Nieidealna żona: Wystarczy być! Tylko tyle?

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Przed Wami drugi tekst z naszej nieidealnej serii. Tym razem o tym, że, jako żonie, zależy mi na tym, by czuć się potrzebną. I najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie muszę wiele robić, by tak właśnie było.

Chcę być potrzebna 

Mąż nieidealnej żony bardzo lubi następujący fragment z „Kubusia Puchatka”: 

– Mogę dla ciebie coś zrobić? 

– Bądź. 

– Tylko tyle? 

– Aż tyle 

Hm…. Długo to do mnie nie docierało. No bo jak to? Wystarczy być? To może ten mój miłośnik „Kubusia” nie docenia mojego starania? Mojego gotowania, prasowania, kupowania? Tym bardziej że mąż nieidealnej żony potrafi być samodzielny nie tylko w wymienionych wyżej dziedzinach, ale i w wielu innych. Nawet czasem woli sam ugotować niż zjadać przypaloną kaszę czy zgrillowaną niecelowo rybę. Nie jestem typem osoby, która trafi przez żołądek do serca. W kuchni zdecydowanie króluje mąż. 

Długo nad tym rozmyślałam… Jako kobieta, szukam ciągle potwierdzenia, że jestem ważna, potrzebna, niezastąpiona. A tu nic z tych rzeczy. Mąż doskonale radzi sobie w wielu dziedzinach. Nie ma nic wspólnego z tatusiem Borejko z „Jeżycjady”. Jak więc czuć się potrzebną?

Nie muszę dużo mówić i działać 

Otóż cała tajemnica tkwi w tym jednym „bądź”! Zrozumiałam to, poznając bliżej Maryję. Napisałam o niej w książce „Piękna dziewczyna” między innymi tak: „Maryja pokazuje nam, że prawdziwa kobiecość kryje się w jej sercu. Kobieta ma bowiem zdolność głębszego zrozumienia tego, co duchowe. Jest szczególnie uwrażliwiona na świat wewnętrzny. Ona rozważa w sercu Słowo, rozważa sens wydarzeń. Nie znaczy to, że jest bierna. Widzimy ją przecież często jako kobietę czynu, gdy na przykład idzie do Elżbiety, by jej służyć. Jest więc aktywna, ale to nie działalność zewnętrzna stanowi o jej sile i wartości. Kobieta ma tak niezwykły dar, że działa na innych przez samą swoją obecność. Pewnego dnia Maryja pojawia się u swojej krewnej. W łonie Elżbiety od razu porusza się dzieciątko. Słyszałaś pewnie, że Jan Chrzciciel tańczył wtedy z radości, bo wyczuł obecność Jezusa pod sercem Maryi. Kobieta nie musi wiele działać, wiele mówić, ona ma wewnętrzną siłę, która promieniuje”.

Jestem ważna i chcę to słyszeć 

Nie jest to oczywiście zachęta do nie-działania, ale do zobaczenia swojej wartości. Trudno nam przecież docenić wartość tego, że po prostu jesteśmy. Niedawno opowiadała mi znajoma – żona pracoholika i maniaka gier komputerowych, którym jej mąż oddaje się po pracy – że po przejściu przez nią Covida (a w jej przypadku wyglądało to wyjątkowo niebezpiecznie), usłyszała znamienne słowa (od tegoż męża): „Jak dobrze, że ze mną zostałaś, że Bóg mi ciebie nie zabrał”. 

Dalej niewiele z nią rozmawia, w dalszym ciągu pociąga go świat wirtualny bardziej niż wspólne wyjście z żoną, ale mimo to ona już wie, że jest dla niego ważna. Mógłby to oczywiście okazać w jakiś inny, satysfakcjonujący dla niej sposób, jednak… Może na tym etapie nie potrafi? 

A tak przy okazji zachęcam cię do lektury „Kubusia Puchatka”. To wcale nie jest taki miś „o małym rozumku”! 

.
Zobacz także