Przejdź do treści

Nieidealna żona: Mąż ma uczynić mnie szczęśliwą? Niemożliwe!

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Z wielkim zainteresowaniem czytuję ostatnio „Pogadanki rekolekcyjne” naszej polskiej błogosławionej, wielkiej mistyczki i wychowawczyni kobiet – Marceliny Darowskiej. Zanim założyła Zgromadzenie Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, była żoną i matką. O życiu rodzinnym, małżeńskim, o wychowaniu dzieci wiedziała zatem również z autopsji.  

Seria “Nieidealna żona” 

Jako kompletnie nieidealna żona, postanowiłam, że w serii tekstów o takiej właśnie nazwie będę się dzielić swoimi przemyśleniami, wykorzystując przykłady z mojego rodzinnego życia. Będą one pomieszane z fikcją, żeby delikatnie chronić prywatność moich bliskich. Ale przemyślenia będą jak najbardziej prawdziwe i z serca wzięte. 

Po tym krótkim i ważnym wstępie przechodzę do rzeczy. 

Oczekiwania wobec męża 

Ostatnio zastanowiła mnie napisana przez Marcelinę Darowską myśl, że żona powinna wnosić w duszę męża nie tylko pogodę i światło, ale także wesele i szczęście. Oj, dało mi to do myślenia! Wiadomo już, że jestem żoną kompletnie niedoskonałą, toteż zawsze robiłam odwrotnie. Szukałam pociechy w mężu, wyżalałam mu się, narzekałam… A on? Cierpliwie to znosił i wiele razy potrafił podnieść mnie na duchu. 

Jednak zdałam sobie sprawę, że moje oczekiwania w stosunku do niego są zbyt duże, że on nie zawsze potrafi unieść moje problemy i nastroje, bo sam ma wiele swoich.  

Selekcja tematów do rozmowy 

We Wspólnocie Chrystusa Zmartwychwstałego “Galilea”, do której należę, mam koleżankę. Niesamowita kobieta: pełna ufności, pogodna, ciepła…. Jej mąż deklaruje się jako człowiek niewierzący. Nieraz zastanawiałam się, jak ona radzi sobie z taką sytuacją. Są dobrym, kochającym się małżeństwem, a ona ma ciągle nowe zapasy ciepła i wyrozumiałości dla swojej drugiej połówki. Próbowałam ją podpytać, wiele rozmawiałyśmy…  

Otóż, dla niej najważniejszy jest Jezus, którym jest absolutnie zachwycona i do którego przede wszystkim idzie ze swoimi problemami. Powiedziała kiedyś, że przychodzi do Jezusa jak kobieta do mężczyzny. Chodziło jej o to, że widzi w Nim Kogoś, kto potrafi pomóc, kto jest mocniejszy i opiekuńczy. Taki obraz mężczyzny i kobiety wyniosła ze swojego rodzinnego domu. U Jezusa często szuka rozwiązania swoich problemów. Nie obciąża więc wszystkim męża. Potrafi dokonać selekcji spraw ważnych, do omówienia z mężem i tych, którymi lepiej go nie zarzucać. Z relacji z Jezusem czerpie też ciepło, siłę, pogodę ducha. 

Małżonek Cię nie uszczęśliwi 

Jestem jej wdzięczna, bo zrozumiałam, że w małżeństwie i rodzinie Jezus powinien być na pierwszym miejscu. O. Andrzej Kłoczowski, dominikanin, powiedział kiedyś, że kto kocha ojca, matkę, męża, dzieci bardziej niż Boga, ten po prostu źle ich kocha. Dlaczego? Oczekuje bowiem od nich więcej niż potrafią dać.  

Często małżeństwa niszczą się nawzajem, bo każdy chciałby, aby ta druga strona uczyniła go szczęśliwym. A to jest przecież niemożliwe, bo nie można otrzymać od drugiego człowieka całkowitego szczęścia. Byłoby to nałożeniem na niego zbyt dużej odpowiedzialności. Wtedy rodzą się rozczarowania i żal – zupełnie nieuzasadnione. A Bóg chce przecież piękna naszych relacji, zwłaszcza małżeńskich. Z tym, że jest to możliwe, gdy dajemy pierwszeństwo Jego miłości i w niej odnajdujemy równowagę. 

Rozmowy czasem szkodzą 

Nie jest to łatwe w praktyce! Ale każdy kryzys małżeński daje taką szansę. Są nawet takie chwile, kiedy rozmowy (tak ważne dla budowania więzi) nie pomagają, a niszczą. Trzeba wtedy „pogrążyć się w ciszy, schronić się w sercu Jezusa, we wszystkim zdając się całkowicie na Niego”. Nie jest to oczywiście zachęta do „cichych” dni, ale stwierdzenie, że nie wszystko można rozwiązać od razu, że nie zawsze jest czas na rozmowę.

.
Zobacz także