Przejdź do treści

Justyna Sieńczyłło wspomina życie z Emilianem Kamińskim: „Mój mąż miał niezłomną pasję”

← Wróć do artykułów

„Emilian nauczył mnie, że nie ma rzeczy niemożliwych” – mówi aktorka Justyna Sieńczyłło, wspominając siłę, odwagę i pasję swojego męża, który zmarł blisko dwa lata temu. W rozmowie z Siewcą aktorka opowiada o trudnościach, wzruszeniach i wspólnych marzeniach, które przez 15 lat tworzyły serce Teatru Kamienica.

Teatr Kamienica – ryzyko, strach, wyrzeczenia i… drugi dom

Anna Gębalska-Berekets: Od 15 lat Teatr Kamienica bawi, wzrusza i przyciąga kolejnych widzów. Jak mogłaby pani podsumować ten czas?

Justyna Sieńczyłło: Kiedy Emilian oczami wyobraźni dostrzegł swój wymarzony teatr wśród zalanych magazynów i zaszczurzonych piwnic, nikt nie wierzył w powodzenie tego projektu. Gdyby nie jego upór i ogromna odwaga, to miejsce nigdy by nie powstało. Siłą marzeń, żarliwością i nadludzką pracą powołał scenę do życia i sprawił, że od piętnastu lat jest to bijące serce kulturalnej Warszawy. 

Mimo licznych przeciwności, które towarzyszyły nam na każdym etapie realizacji tego marzenia, nigdy nie przyszło nam do głowy, aby się poddać. Te dwadzieścia ostatnich lat, odkąd zaczęliśmy z Emilianem tworzyć Teatr Kamienica, były czasem trudnych wyborów, ryzyka, nadludzkiej pracy, nieprzespanych nocy, wyrzeczeń oraz wielkiego strachu. 

Jednocześnie jednak był to czas radości (każdy, nawet najmniejszy, sukces dawał nam siłę do dalszej pracy), ogromnej satysfakcji oraz spełnienia. Nigdy nie żałowaliśmy żadnej z decyzji. Kamienica stała się naszym miejscem na ziemi, drugim domem, a świadomość tego, że widzowie przychodzą do nas już od piętnastu lat, czują się w naszych progach dobrze i lubią wracać na kolejne spektakle – jest dla mnie największym sukcesem i motywacją do pracy.

Z okazji jubileuszu 15-lecia Teatru Kamienica przygotowaliśmy dla naszych widzów wiele wyjątkowych spektakli teatralnych, wydarzeń i wspomnień o Emilianie Kamińskim. A obchodom jubileuszowego koncertu, 27 marca 2024 r., towarzyszyła promocja książki Patrycji Pawlik „Emilian Kamiński. Reżyser marzeń” – wywiad rzeka. Publikacja została wzbogacona o wypowiedzi bliskich, kolegów i współpracowników, w tym: Krystyny Jandy, Olafa Lubaszenki, Wiktora Zborowskiego, Piotra Fronczewskiego, Magdaleny Zawadzkiej, Andżeliki Piechowiak, Doroty Kamińskiej, moje, Katarzyny Cichopek, Ewy Dałkowskiej czy Mileny Staszuk.

Ks. Jerzy Popiełuszko inspirował Emiliana Kamińskiego

„Służyć Bogu, to szukać dróg do ludzkich serc” – te słowa ks. Jerzego Popiełuszki były dla Pana Emiliana siłą i motywacją w dążeniu do upragnionego celu.

Mój mąż posłuchał tej rady, a nawet poszedł o krok dalej – zaraził tą ideą innych. A ja poszłam za nim. Wspólnie zaczęliśmy „zapalać słońce” w ludzkich sercach za pośrednictwem spektakli granych na deskach Kamienicy oraz służyć ludziom poprzez działalność pozateatralną – charytatywną i społeczną.

Mąż był dla Pani inspiracją i wzorem do naśladowania?

Emilian kochał życie i ludzi. Trudności mobilizowały go do tego, aby z jeszcze większą odwagą i determinacją iść do przodu i z nadzieją patrzeć w przyszłość. Miał w sobie niezwykłą siłę, pracował za pięciu, a może nawet i dziesięciu, a przecież nic w życiu nie przychodziło mu łatwo. 

Od najmłodszych lat zarabiał na kieszonkowe robiąc i sprzedając drewniane zabawki, a później, w okresie studiów rozładowywał węgiel z wagonów, utrzymując w ten sposób siebie, mamę oraz siostrę. Jego pracowitość i niezłomny charakter powodowały, że nie mogłam siedzieć bezczynnie. 

Mądrość i dojrzałość Emiliana, a jednocześnie wielka pokora i empatia sprawiały, że życie z nim było pełne niespodzianek, fascynujące i niezwykle inspirujące.

Małżeństwo Justyny Sieńczyłło i Emiliana Kamińskiego – początki

Jak się poznaliście?

Poznaliśmy się na castingu do filmu „Szaleństwa panny Ewy”. Miałam wtedy 13 lat. Kilka lat później ponownie się spotkaliśmy podczas prób do spektaklu „Na szkle malowane”. 

Emilian upierał się, że zapamiętał moje oczy. To było takie „czarowanie”, ale całkiem miłe. Coś nas do siebie przyciągało, jednak nie byłam pewna, czy będzie to miłość na całe życie. Aby zdobyć moje względy musiał się trochę napracować: bukiety kwiatów, serenady na trzepaku, liściki i poziomki zostawiane w garderobie. Kupił mi nawet psa, aby mnie do siebie przekonać (uśmiech). Po 2,5 roku wzięliśmy ślub i byliśmy razem blisko 30 lat.

Co was połączyło?

Pasja i wspólne zainteresowania.

Co było dla was ważne w małżeństwie?

Przyjaźń, partnerstwo, zaufanie i kompromis – chyba to ja częściej odpuszczałam niż Emilian. On był bardziej uparty i miał typowo włoski temperament. Czasem zdarzało nam się pokłócić o coś błahego, wówczas mąż wychodził do ogrodu, aby pobyć w ciszy i wyrzucić z siebie wszystkie emocje. A po chwili wracał jak gdyby nigdy nic i dalej rozmawialiśmy ze sobą. 

Kiedy natomiast spieraliśmy się na tematy naprawdę ważne, to każde z nas szukało argumentów w dyskusji, z szacunkiem do zdania drugiej osoby. Ponadto łączyły nas wspólne cele, dzieci i oczywiście teatr.

Justyna Sieńczyłło po śmierci Emiliana Kamińskiego: “dostałam od niego znak”

W grudniu miną dwa lata odkąd odszedł Pan Emilian. Jest już Pani trochę łatwiej?

Czas jest lekarstwem i sprawia, że pewne rzeczy nie są już tak bolesne. Samotność jest jednak ogromna, bo trudno jest zaakceptować rzeczywistość bez obecności ukochanej osoby. 

Nie mogę sobie pozwolić na okazywanie słabości i nauczyłam się, żeby te gorsze myśli odłożyć na przyszłość. Wiem, że gdybym płakała, to Emilian byłby na mnie zły. To był człowiek czynu, który nie pozwalał sobie na płacz, a jeśli już płakał, to tylko ze śmiechu, bo był bardzo dowcipny. 

Teraz skupiam się głównie na pracy – występuję na scenie, planuję kolejne spektakle i przedsięwzięcia oraz dbam o to, aby Teatr Kamienica służył naszym drogim widzom najlepiej i najdłużej jak to tylko możliwe. A wspierają mnie w tym nasze dzieci – Kajetan, Cyprian oraz Natalia (córka Emiliana).

Czego Pani najbardziej brakuje?

Jego poczucia humoru, odwagi i siły. On niczego się nie bał i zawsze wysoko stawiał sobie poprzeczkę. Był odważny w realizowaniu marzeń. Nauczył mnie tego, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych. 

Brakuje mi jego uśmiechu, Z nim potrafiłam śmiać się cały czas, od rana do wieczora. Potrafił rozładować każdy stres, dzięki swojej otwartości, szczerości, prawdziwości i życiowej mądrości.

Jest coś takiego, czego nie zdążyła Pani powiedzieć mężowi?

W naszym związku niepotrzebne były słowa, rozumieliśmy się bez nich. Umówiliśmy się, że po śmierci da mi znak, że jest coś więcej niż życie tu na ziemi. I taki znak od niego dostałam, ale proszę nie pytać co to było. Chciałbym to zachować dla siebie.

Jak w dowcipie: lecę, walczę i działam

Pan Emilian Kamiński opowiadał wiele anegdot. Jest taka, do której Pani często powraca?

Opowieść o bacach. Było ich trzech. Napili się i wracali do domu. Jeden z nich się potknął i zaczął spadać w przepaść. 

-„Józek! Nogi mos?” – zapytali kolegę.

– „Mom” – odpowiedział.

-„Rence mos?” – zawołali  ponownie.

-”Mom” – potwierdził baca.

-”Będziesz zył?”

-”Nie wiem! Jeszcze lecę” – krzyknął.

To ukochany dowcip Emiliana, do którego często powracam. Jeszcze lecę, walczę, działam. Muszę żyć dla siebie, dzieci i całego mojego teatralnego zespołu.

Jakie nowe wyzwania chce Pani postawić przed sobą i teatrem?

Dla Emiliana ważne były drzewa. Tak traktował też teatr, który jest miejscem, gdzie ludzie mogą znaleźć schronienie, złapać oddech, oczyścić myśli i pobyć ze sobą. Dlatego w Kamienicy każdego roku organizujemy wigilię dla osób z problemem bezdomności, przygotowujemy festiwale dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, tak aby „zapalić słońce”, jak mawiał Emilian. 

Chcielibyśmy przenieść blisko 30-metrową przedwojenną makietę Warszawy, w posiadaniu której jesteśmy, na dziedziniec teatru. Tak, aby stała się dostępna dla mieszkańców stolicy, a nie tylko widzów. Jesteśmy w trakcie realizacji tego marzenia Emiliana.

A jakie ma Pani marzenia?

Bardzo bym chciała, aby to miejsce istniało, rozwijało się, aby moje dzieci i Natalia – córka Emiliana – rozgościli się w nim na dobre ze swoimi rodzinami. By kontynuowali to dzieło i poszerzali idee Emiliana. Żebyśmy byli zdrowi i bym nie musiała się martwić o przyszłość Teatru Kamienica.

Justyna Sieńczyłło – aktorka teatralna i telewizyjna, dyrektorka naczelna i artystyczna Teatru Kamienica, który założyła wspólnie z mężem Emilianem Kamińskim. Przez ponad dwie dekady występowała na deskach stołecznego Teatru Powszechnego. Laureatka licznych nagród, nominowana do Feliksów Warszawskich w kategorii „Najlepsza pierwszoplanowa rola kobieca” za rolę tytułową w spektaklu „Wiera Gran”. Od lat zaangażowana w działalność charytatywną. Prywatnie mama Kajetana i Cypriana.

Foto: Cezary Piwowarski

Czy wiedziałeś, że…

Zobacz także