Przejdź do treści

Od klepania modlitw do terapii małżeńskiej. “Zaczęliśmy działać” [świadectwo]

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Tych kilka akapitów to moje osobiste świadectwo o tym, co wiedziałam tylko w teorii, ale nie potrafiłam przełożyć tego na swoje życie. Jest to świadectwo ogromnej cierpliwości Boga do nas. Świadectwo o tym, że warto w życiu łączyć modlitwę z własnym działaniem. I że małżeństwo jest najpiękniejszym procesem, jaki spotkał mnie w życiu.

Boże, nie rób nam za złość!

Rok 2022 zapamiętam na zawsze. Był to czas, kiedy po pięciu latach małżeństwa przyszedł do nas poważny kryzys. Co mam na myśli, pisząc “poważny”? Myślę o odsuwaniu się od siebie fizycznie i emocjonalnie. O byciu daleko od siebie w codzienności, o braku rozmów i cichych dniach, które trwały dłużej niż tydzień. Myślę o wylanych łzach, kiedy leżeliśmy – każde w innym kącie łóżka, jak najdalej od siebie. Ale też o łzach, które wylewaliśmy u kierownika duchowego, na Mszy świętej, czy na spotkaniu wspólnoty. 

Myślę o chwilach, kiedy nie chciałam słyszeć słowa “Bóg”, bo miałam do Niego ogromny żal. Dziś jest mi wstyd, kiedy o tym myślę, ale wtedy? Wtedy byłam pewna, że Bóg robi nam na złość. My co chwilę różańce, nowenny, przyrzeczenia, a On nam zupełnie nie pomaga. Jest tylko gorzej i gorzej…

Fot. archiwum prywatne

Wszystko w dzieci i dom

Jedyne, co na tamten moment staraliśmy się robić naprawdę dobrze, to wychowywanie naszych synów. Wszystkie siły włożyliśmy w nich, nie widząc tego, że właśnie to było treścią ostatnich pięciu lat – wszystkie siły w dzieci, pracę, dom, pasję, ludzi – ale zero sił w nas. Pominęliśmy siebie, bo wszystko inne wydawało się nam ważniejsze. Nie było wielkich wojen, kłótni, czy wyzwisk. Była obojętność – coś, co uważam za jednego z największych wrogów małżeństwa. Było ogromne zmęczenie, bo nie potrafiliśmy zostawić choć troszkę sił dla siebie nawzajem. I była ogromna nadzieja, że Bóg musi wysłuchać którejś z modlitw

Klepiesz modlitwy i co z tego?

Nie wiem dlaczego tak długo zwlekaliśmy z decyzją o terapii małżeńskiej. Pan Bóg od początku podsyłał nam osoby, które mogły nam pomóc. Nie tylko znajomych, którzy działają w Kościele na rzecz małżeństw, ale też konkretne strony w sieci, filmy czy miejsca. 

Byłam uparta. Zmiana przyszła do mnie po odmówieniu kolejnej – tym razem 30-dniowej – nowenny do św. Józefa. Mam wrażenie, że ten święty ma do mnie ogromną cierpliwość. Pod koniec modlitwy, pojawiła się myśl: “Karolina, a co WY zrobiliście z tym, żeby wasze małżeństwo się naprawiło? NIeustannie klepiesz modlitwy. Ale nie widzę, żebyście zrobili cokolwiek, żeby było lepiej. Ja tego za was nie zrobię”.

Fot. archiwum prywatne

Od wywiadu do terapii

Na następny dzień byłam umówiona na nagranie podcastu z terapeutką rodzin, do której miałam pełne zaufanie. Wiedziałam, że rozmowa będzie świetna, a Magda jest profesjonalistką. Na dodatek osobą, która stale się formuje i która sama przeszła poważny kryzys w swoim małżeństwie. Nagrałam rozmowę, a kiedy ją montowałam, to płakałam. Poczułam, że pora wziąć sprawy w swoje ręce. Oczywiste jest przecież to, że Pan Bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwym małżeństwem. Powiedziałam sobie: “teraz pora na nasze działanie”. 

Dwa dni po nagraniu podcastu napisałam do Magdy, a trzy dni potem mieliśmy naszą pierwszą rozmowę w ramach terapii małżeńskiej. Niesamowite jest to, jak Pan Bóg nas przez ten czas prowadzi. Jak wraca czułość, uważność, dobra obecność. Czasem pojawia się we mnie żal, że nie pojęliśmy tego tematu wcześniej. Dziś już wiem, że On cierpliwie czekał, żebyśmy sami dojrzeli do tej decyzji i zrozumieli, że w naszym małżeństwie są trzy osoby, które mają na nie największy wpływ. Pan Bóg, ja i mój mąż.

Fot. archiwum prywatne

“Nie jesteście gorsi”

Aktualnie jesteśmy w trakcie terapii. Pierwsze spotkanie zapamiętam chyba do końca życia. Zwłaszcza ogromne emocje i stres, który spotkał się z wyrozumiałością ze strony terapeutki.

Na terapii mierzymy się ze swoimi oczekiwaniami i celami – niekoniecznie zbieżnymi. Bywa trudno, są łzy, ale za każdym razem mamy wrażenie, że jesteśmy o kroczek bliżej, że w naszej relacji jest coraz więcej światła.

Na koniec chciałabym napisać coś bardzo ważnego. Jeżeli jako małżeństwo jesteście w kryzysie, to nie oznacza, że jesteście gorsi, inni czy wybrakowani. Jesteście małżeństwem, które spotkał kryzys – tylko tyle i aż tyle. A jeśli szukacie pomocy, to jesteście w tej mniejszości, która chce o swoje małżeństwo zawalczyć.

Życzę wam spotkania dobrych terapeutów i pełnych życzliwości ludzi na waszej ścieżce odzyskiwania siebie.

Czy wiedziałeś, że…

Zobacz także