Przejdź do treści

Jak wychować syna na dojrzałego mężczyznę? „Trzeba stoczyć bitwę!” [rozmowa]

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

To będzie wywiad inny niż wszystkie, bo będzie on zapisem rozmowy małżonków. A rozmawiamy o wychowaniu chłopców – dziedzinie, w której mój mąż Dominik Chwolik, jako dyrektor Szkoły dla Chłopców „Kuźnica”, jest ekspertem. 

Chłopcy niegrzeczni, dziewczynki grzeczne? 

Anna: Na początek pytanie tendencyjne. Kogo trudniej wychowywać – dziewczynki czy chłopców? Mamy dwie córki i dwóch synów, więc teoretycznie możemy dokonać takiego porównania.  

Dominik: Oboje wiemy, że to trudne do rozstrzygnięcia (śmiech). Inne są potrzeby czy warunki rozwoju chłopców, a inne dziewczynek. Bazując na swoim doświadczeniu bądź obserwacjach, zauważam jednak, że ten od dawna już głoszony kryzys męskości jest w dużym stopniu realny.  

Niektórzy mówią, że trudniej o dobrego męża niż o dobrą żonę. Wpływa na ten pogląd wiele czynników, wynikających nie tylko z uwarunkowań dotyczących przeszłości, ale i obecnego kryzysu wartości jako takiego. Świat dzisiaj poddaje w wątpliwość tożsamość człowieka nawet na najbardziej podstawowym poziomie – tego, kim jest. To stwarza zagrożenie zarówno dla chłopców, jak i dla dziewczynek.  

Dodatkowo wpływ mediów, treści, z którymi można spotkać się w sieci, czy gier, też ma wpływ na wychowanie dziecka. Na pewno my mężczyźni, więc i chłopcy, jesteśmy bardzo narażeni na wszelkie bodźce ikoniczne – związane z obrazem. 

Kiedy wspominam szkołę czy przedszkole, mam taki obraz: „grzeczne” dziewczynki bawiące się przy stoliku i „niegrzeczni” chłopcy, którzy ciągle wymyślali coś niebezpiecznego, głośnego.  

Widzę to dokładnie tak samo. Być może wynika to z faktu, że chłopcy mają po prostu inne potrzeby rozwojowe. Zachowanie, o którym wspominasz, nie jest niczym nienaturalnym, skoro chłopiec potrzebuje ruchu i trudniej mu się skupić dłużej na czymś statycznym. Dziewczynki w inny sposób zaspokajają swoje potrzeby budowania relacji czy zabawy. Nie nuży ich np. dłuższe kolorowanie czy wycinanie czegoś z papieru, bo to także dobra okazja do rozmów.

Skąd kryzys męskości? 

Czytałam kiedyś, że kryzys męskości ma swoje korzenie w rewolucji przemysłowej. Ojcowie, którzy do tej pory prowadzili jakiś warsztat niedaleko domu, wtajemniczając w sztukę zawodu swoich synów, poszli pracować do dużych zakładów. Zaczęli spędzać wiele godzin poza domem. Chłopcy natomiast poszli do szkół, gdzie uczyły głównie kobiety. Można chyba powiedzieć, że ta tendencja nieobecnych ojców trwa nadal i odczuwamy jej konsekwencje. 

Nic nie zastąpi synowi taty. O mamie oczywiście możemy powiedzieć to samo, jednakże kto ma przekazać chłopcu męskie wzorce, jeśli nie ojciec. Szkoła może jedynie wspomóc w wychowywaniu, ale życie nie znosi pustki. Tam gdzie jako ojcowie się wycofujemy, tam ta przestrzeń musi zostać zapełniona. Najczęściej wtedy na wysokości zadania staje mama, która z miłości do dziecka stara się wypełnić te braki. Jednakże ma to wpływ na rozwój chłopca, który pozbawiony w większym czy mniejszym stopniu relacji z tatą, nie przeżyje swojej przygody, która będzie miała realny wpływ na jego życie i wybory. Obraz ojca, jaki w sobie nosimy, może decydować o naprawdę wielu kwestiach, z których dopiero po czasie zdajemy sobie sprawę.

Chłopak musi stoczyć bitwę 

To, co cenię w szkole dla chłopców, to stworzenie dobrego środowiska. Wyprawy ojców i synów dają chłopakom doświadczenie męskiej wspólnoty, solidarności. Jestem przekonana, że gdybyśmy my – mamy – były tam obecne, wiele z przygód nie doszłoby do skutku, bo „za zimno”, „przeziębi się”, „jeszcze spadnie, zrobi sobie krzywdę”. To jest piękne, kiedy jako rodzice uzupełniamy się w wychowaniu: mama przytuli, a tata powie: „dasz radę, synu!”. Myślę też, że pochwała usłyszana od mamy zupełnie inaczej smakuje chłopakom, niż ta usłyszana od taty. 

Zgadza się. Chłopcy bardzo potrzebują tej motywacji ze strony ojców. To buduje ich poczucie wartości oraz wewnętrzną siłę. Także dobre postrzeganie samego siebie, właściwą samoocenę. Gdy nasz syn strzelił bramkę czy miał jakąś świetną akcję na boisku, z tym tematem przychodzi głównie do mnie – bo to ta przestrzeń, o której dobrze rozmawia się z tatą i tu pochwała – jak to określiłaś – inaczej smakuje. Natomiast do ciebie przychodzi tak samo, choć z innymi sprawami i jest to całkowicie normalne. 

Przekładając naszą rozmowę na praktyczne życie, powiedz, jak możemy wspierać chłopców, żeby wyrośli na odpowiedzialnych mężczyzn? 

Czytałem kiedyś bardzo wartościową książkę – „Dzikie serce” amerykańskiego pisarza Johna Eldredge`a. Była w niej mowa o tym, że każdy mężczyzna musi najpierw przeżyć swoja przygodę, następnie stoczyć bitwę – a jej finałem jest zdobycie serca ukochanej. Wiele w tym prawdy. Musimy dać chłopcom okazję właśnie do tego, by mogli przeżywać przygody (możemy wspólnie spędzać czas – rozmawiając, grając w piłkę, planszówki, budując szałas czy jadąc na wycieczkę…) i toczyć bitwy (czyli mierzyć się z różnymi wyborami – wspólna modlitwa, podejmowanie ważnych decyzji, np. o przyznaniu się do winy lub rezygnacji z czegoś w imię większego dobra…). Tak naprawdę najważniejsze jest jednak to danie czasu – nie tyle w ilości, co jakości. To trudne wyzwanie, z którym mierzyć się muszę i ja i każdy tata. Jednak potrafi ono dać wiele radości. 

.
Zobacz także