Przejdź do treści

Marcin Kwaśny: „Bycie ojcem to rola, której wciąż się uczę. Pomaga mi św. Maksymilian”

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Marcin Kwaśny to znany polski aktor filmowy, teatralny, telewizyjny, reżyser i scenarzysta. Ostatnio wcielił się w rolę św. Maksymiliana Kolbego w filmie „Triumf serca” w reżyserii Anthony`ego D`Ambrosio. Jest też szczęśliwym mężem i ojcem. Już wkrótce jego rodzina ponownie się powiększy. W rozmowie z Siewcą aktor opowiada m.in. o tym, czy aktorstwo pomaga w ojcostwie, jakie wartości chciałby przekazać dzieciom i za co ceni św. Maksymiliana Kolbego.

Marcin Kwaśny: ojcostwo to dla mnie dar i wyzwanie

Anna Gębalska-Berekets: Pana rodzina ponownie się powiększy. Czego można się nauczyć, będąc ojcem?

Marcin Kwaśny: Bycie ojcem to rola, której wciąż się uczę. Dzieci są najlepszymi nauczycielami miłości, cierpliwości i pokory. Pomagają kształtować uważność i sztukę bycia „tu i teraz”. Motywują do tego, aby odłożyć telefon czy inne urządzenie. 

Ojcostwo to dla mnie dar i wyzwanie. To także radość i przyjemność, nawet gdy zdarzają się trudniejsze momenty. Lubię wracać do domu, bo po wielu godzinach pracy jest to dla mnie azyl, bezpieczna przystań, oaza spokoju.

Foto: archiwum prywatne

Co jest dla pana najtrudniejszym wyzwaniem w byciu ojcem?

Ogarnięcie rzeczywistości (uśmiech). Ponadto zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa, komfortu i stabilności.

Aktorstwo pomaga w ojcostwie?

I tak i nie.

To znaczy?

Aktorstwo to coś więcej niż praca etatowa. Są dni, kiedy pracuję intensywnie i dni, kiedy więcej czasu mogę poświęcić żonie i dzieciom. Nie zabieram też pociech na próby do teatru czy na plan zdjęciowy, bo byłoby mi ciężko się skupić i na nich i na pracy.

Foto: archiwum prywatne

“Uczynki mówią dużo więcej”

Jakie wartości chciałby pan przekazać dzieciom?

Wiarę i wartości chrześcijańskie. Często zabieram dzieci na mszę świętą, wspólnie się modlimy. Mam jednak świadomość, że to wolne istoty i w przyszłości wybiorą to, co dla nich słuszne. Niczego im nie mogę narzucić. To, co mogę dać, to dobry przykład. Rodzice powinni przekazywać dzieciom wiedzę o wartościach i wskazywać te, które są dla nich ważne. To staram się robić. A czy one za tym pójdą? Mam nadzieję, że tak. W końcu uczynki mówią znacznie więcej niż tylko słowa.

Zagrałem swojego ulubionego świętego

„Triumf serca” – to nad tą produkcją ostatnio pan pracował. Obraz przedstawia finalne dni życia św. Maksymiliana Kolbego. Dlaczego przyjął pan rolę franciszkanina?

Skończyliśmy już zdjęcia do tego filmu. Zdecydowałem się w nim zagrać, bo św. Maksymilian Kolbe to mój ulubiony patron. Nie przypuszczałem, że dostanę od Pana Boga taki prezent. Był to dla mnie zaszczyt, ale i ogromne wyzwanie. Musiałem do tej roli schudnąć aż 7 kilogramów i zgolić włosy. Przygotowywałem się również pod względem duchowym. Poznawałem np. to, jak myślał św. Maksymilian.

To film tylko dla wierzących?

To będzie film dla każdego – nie tylko dla katolików. Reżyser produkcji nie chciał ograniczać się jedynie do wąskiego gremium, ale pragnął pokazać ludzi z otoczenia św. Maksymiliana. Były to osoby różnego pochodzenia: Żydzi, Romowie, Polacy. Film pokazuje go bardziej od strony ludzkiej, z perspektywy umierania. To perspektywa dwóch ostatnich tygodni życia w bunkrze głodowym, poprzedzona wspomnieniami o świętym.

Foto: archiwum prywatne

Św. Maksymilian – mistrz pokory

Według pana św. Maksymilian to patron na współczesne czasy. Dlaczego?

Ojca Maksymiliana kojarzymy najczęściej z heroicznym czynem w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Ale przecież nie tylko z tego powodu został wyniesiony na ołtarze. To człowiek, który zaufał Bogu i Niepokalanej i nie mógł się zawieść. Od dzieciństwa modlił się na różańcu. Jedną ręką trzymał się Maryi, a drugą aktywnie działał. Od wczesnych lat kapłańskich był chory. Nosił w sobie gruźlicę, nie miał jednego płuca. Nie był porywającym mówcą, miał cichy głos, ale za to stworzył piękne dzieła. 

Pod jego przewodnictwem powstał klasztor w Niepokalanowie, zaczął wydawać „Rycerza Niepokalanej”. W grudniu 1938 r. wydrukowano aż milion egzemplarzy tego pisma. Nie znał miejscowej kultury, języka, nie posiadał środków finansowych, a wyruszył do Japonii. Tam rozpowszechniał wiarę, założył klasztor oraz wydawał „Rycerza Niepokalanej” w języku japońskim. To święty, który był niesamowitym wizjonerem, przekraczał swoją epokę i osiągał konkretne cele.

Często zwraca się pan do niego o pomoc?

Tak, on jest wciąż obecny w moim życiu osobistym, rodzinnym i zawodowym. W domu mam nawet relikwie pierwszego stopnia – fragment jego brody.

Za co pan najbardziej ceni św. Maksymiliana?

Za pokorę. Św. Maksymilian był przykładem tego, że „moc w słabości się doskonali” i warto się otworzyć na działanie Boga oraz czynić wszystko na Jego chwałę. On nie szukał siebie, ale był uważny na drugiego człowieka. Przebywał w obozie koncentracyjnym przez 52 dni, pomagał wielu ludziom i oddał swoje życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka. Świadkowie podkreślali, że dzięki niemu udało im się przetrwać Auschwitz. Kolbe poszedł do bunkra głodowego, aby pomóc innym w przejściu przez śmierć.

Foto: archiwum prywatne

Byli więźniowie po latach opowiadali o jego heroicznym czynie i przekazywali ojcom franciszkanom pamiątki po nim.

Tak, bo on dodawał innym odwagi do życia. W celi śmierci słychać było modlitwy różańcowe, pieśni maryjne. Ciekawe jest również to, że Niemcy – już po jego męczeńskiej śmierci – nie stosowali takiej kary w obozie. Dla mnie św. Maksymilian to gigant duchowy, który ocalił człowieczeństwo i potrafił zapomnieć o własnych korzyściach, skupiając się na drugim człowieku.

Ma pan jeszcze jakichś ulubionych świętych?

Mam taki męski poczet świętych – św. Ojciec Pio i św. Jan Paweł II.

Co przed nami?

Na koniec proszę powiedzieć, w jakich produkcjach będziemy mogli pana zobaczyć w najbliższym czasie?

W styczniu w kinach pojawi się fabularna ekranizacja losów uczestników Powstania Styczniowego zatytułowana „Powstaniec 1863”. Głównym bohaterem jest kapelan ks. gen. Stanisław Brzóska, ostatni dowódca najdłużej walczącego oddziału powstańczego stracony przez władze carskie. Wcielam się tu w rolę jego najbliższego współpracownika – Lachowicza. Na marzec została zaplanowana premiera filmu „Powołany 2” – w tej produkcji wcielę się w rolę księdza.

Czy wiedziałeś, że…

Zobacz także