Przejdź do treści

Pięć lat starań o dziecko, naprotechnologia, kryzys wiary i… udało się!

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Wreszcie pojawiły się dwie kreski. Jako ich instruktor naprotechnologii, płakałam z radości razem z nimi, ale niestety nie trwało to długo. Droga Kasi i jej męża do urodzenia dziecka musiała jeszcze potrwać. Ta historia jest świadectwem bólu, rozpaczy, niemal odejścia od Boga, ale kończy się ogromnym szczęściem.

Naprotechnologia leczy… z wielu rzeczy

Oprócz tego, że jestem żoną, mamą, że prowadzę z koleżankami portal dla dziewcząt www.pieknadziewczyna.pl, to jestem również instruktorem naprotechnologii. Od czasu ukończenia kursu poprowadziłam dziesiątki par. Historia każdej z nich jest niesamowita i inna, jak inni są ludzie. Jednak wszystkie te pary mają wspólny mianownik – pragną być rodzicami. Nie za wszelką cenę, nie po trupach, nie kosztem kogoś. I w większości sytuacji się udaje.

To nie jest żadna „metoda cud”. Tu nikt nie daje obietnic bez pokrycia. Tu często małżonkowie wychodzą „uleczeni” ze swojej roszczeniowej postawy: „Chcemy mieć dziecko, należy nam się. Wszystko już w życiu mamy – teraz czas na dziecko”. Czasem po diagnozowaniu widzą, że po ludzku nie ma szansy na poczęcie i że to nie jest czyjaś wina albo czyjś kaprys. Dochodzą do wniosku, że są na tym świecie rzeczy, na które nie mamy wpływu i nie jesteśmy w stanie ich kontrolować.

Diagnoza Kasi

Kasia i jej mąż nigdy nie mieli roszczeniowej postawy. Przyjmowali życie takim, jakie było. Oboje otwarci, z optymizmem wkroczyli w małżeństwo. Lata mijały, a dziecko się nie pojawiało. Oczywiście, szukali przyczyn tego stanu i je znaleźli. Okazało się, że Kasia ma zespół policystycznych jajników. Zaczęło się długie i żmudne leczenie. Comiesięczna kontrola owulacji, przyjmowanie leków hormonalnych w odpowiednich dawkach, w odpowiednich dniach cyklu, pod kontrolą wyników badań krwi i USG.

To bardzo czasochłonne i wymagające poświęcenia „drążenie tematu”. Do tego codzienne, skrupulatne obserwacje cyklu, kontrolowanie leków, częste wizyty u lekarza, odpowiednia dieta…

Podwójna żałoba

Nastroje mieli różne. Przeszli przez wszystkie etapy żałoby (bo niemożność poczęcia dziecka jest w psychologii traktowana tak samo, jak strata dziecka – trzeba przejść przez wszystkie etapy żałoby) i wreszcie po pięciu latach starań pojawiły się dwie kreski na teście. Płakałam z radości razem z nimi. Jednak bardzo szybko okazało się, że dziecko zagnieździło się w jajowodzie i nie ma szans na rozwój i narodziny. Klasyczna ciąża pozamaciczna.

Łzy, szpital, zabieg, później badania genetyczne ustalające płeć dziecka, wszystkie formalności związane ze zorganizowaniem pogrzebu i wreszcie ostatnie pożegnanie. Wszyscy im mówili, że powinni się cieszyć choćby z tego, że mają już dziecko w niebie, że ono będzie za nimi się tam wstawiać. Wszystko to, co miało ich pocieszyć, ostatecznie pocieszenia nie dawało.

„Kocham Cię, Katarzynko”

Kasia była bliska utraty wiary. Na nowo pojawiły się u niej pytania stawiane Panu Bogu: Dlaczego my? Dlaczego tak się zadziało? Dlaczego to dziecko nie żyje? Dlaczego nie mogliśmy go urodzić i wychować?

Pewnego dnia, gdy – bliska załamania – jechała rowerem do pracy inną niż zwykle trasą, w duchu wykrzyczała do Pana Boga: „Pokaż mi, że mnie kochasz, pokaż, że to ma sens, bo jestem bliska odejścia od Ciebie!”. Podniosła głowę i na murze jakiejś kamienicy zobaczyła napis: „Kocham Cię Katarzynko. J.”

Pomyślała wtedy, że jej się to przywidziało. „J” interpretowała jako „Jezus”. Wracała z pracy tą samą drogą i ten napis nadal tam był. Zatem nie straciła rozumu, o co już siebie podejrzewała.

Dostała odpowiedź natychmiast. To jej dało siłę, by spróbować przejść jeszcze raz przez cały proces leczenia, który zarzuciła po pogrzebie synka. Wróciła do obserwacji cyklu, monitorowania owulacji, przyjmowania leków, reżimu dostosowanej dla niej diety i udało się. Drugi synek urodził się w terminie i bez żadnych komplikacji.

Tu nie ma obietnic bez pokrycia

Naprotechnologia opiera się na szczegółowych badaniach w konkretne dni cyklu, doborze leczenia indywidualnie dla każdej kobiety, czy każdego małżeństwa, na celowanym doborze leków do konkretnego niedoboru lub nadmiaru np. hormonów. Lekarz, zanim przepisze jakikolwiek lek, czy to hormonalny, czy inny – najpierw zleca szczegółowe badania. Bardzo często po takim żmudnym diagnozowaniu i leczeniu pojawia się naturalnie poczęte dziecko.

W naprotechnologii nikt nie obiecuje dziecka na 100%. Jednak prawdą jest, że na 100% można znaleźć przyczynę niepłodności i jeśli da się ją wyleczyć – leczy się, by w rezultacie małżonkowie mogli począć pierwsze i kolejne dzieci.

Takich historii znam więcej. A każda jest niesamowita.

Zobacz także