Z tego materiału w ostatnim roku skorzystało ponad 6 tysięcy czytelników. To dla nas znak, że warto tworzyć przestrzeń dla wiary, refleksji i codzienności. Możemy to robić tylko dzięki wsparciu naszych dobroczyńców. Jeśli chcesz, dołącz: Patronite lub na buycoffee.to. Dziękujemy, że jesteś! 💛

Powszechnie wiadomo, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Pierwsze potrzebują przede wszystkim czułości, dla drugich priorytetem w hierarchii potrzeb jest głównie szacunek. “Wenusjankom” niełatwo to pojąć, toteż szkoła szacunku wiąże się z konkretną pracą nad sobą i pokonywaniem siebie. Jakie są powody braku szacunku żon do mężów? Wspomnę o kilku, z którymi sama się wciąż borykam.
Dlaczego żony nie szanują mężów? 6 powodów
- Zbyt duże oczekiwania
Myślimy, że on zaspokoi nasze pragnienia i potrzeby, zwłaszcza jeśli idealizowałyśmy sobie małżeństwo przed wejściem w nie. Tymczasem już po ślubie często przychodzi pierwsze rozczarowanie, bo na przykład mężczyzna, który wkładał wiele wysiłku w pokazanie się od jak najlepszej strony, teraz nagle – zamiast poświęcać nam czas – rozkłada się z piwem przed telewizorem i zapomina o Bożym świecie. To, co przed ślubem rozczulało, nagle zaczyna drażnić, a czasem pojawiają się nawet poważne problemy. Rodzi się frustracja i rozczarowanie, a to nie pomaga w budowaniu szacunku.
- Kobiecy idealizm
Czasem minie dużo czasu, a jednak ciągle trzeba to sobie uświadamiać, że miłość “mężowska” nie zaspokoi każdej tęsknoty kobiecego serca, bo jak czytamy w książce „Urzekająca” Johna i Stasi Eldredge:
Ewa ma w sobie studnię marzeń bez dna (…). Tylko Bóg może dać odpowiedź, którą chcesz usłyszeć. Dlatego najpierw trzeba mówić o więzi oblubieńczej z Nim. To musi przyjść pierwsze. Musi. Adam jest zbyt niepewnym źródłem. Nasze związki są rzeczywiście bolesne przez to oczekiwanie jedno od drugiego czegoś, co tylko Bóg może ofiarować.
Moja koleżanka, która wyidealizowała sobie małżeństwo (a marzyła o nim wiele lat), przeżyła zaraz po ślubie bardzo ostry kryzys. Dość szybko doszła do wniosku, że pierwszym Oblubieńcem serca każdego człowieka powinien być Jezus. Przyjęła tę prawdę osobiście i kupiła sobie nawet pierścionek zaręczynowy, który ma jej o tym przypominać.
- Zaborczość tłamsi
My, kobiety, zostałyśmy obdarzone wielkim bogactwem emocjonalnym i z tego powodu mamy tendencję do zaborczości, przywłaszczania sobie drugiego człowieka. Na Śląsku – gdzie mieszkam – mówi się o mężu „mój”. Jest to z jednej strony piękne, bo pokazuje, że to ten jedyny i wybrany, ale źle rozumiane może prowadzić do zbyt wielkiego ograniczania wolności „mojego”. A szacunek wymaga jednak dystansu i uznania wolności drugiej osoby. Granice tej wolności są oczywiście kwestią do ustalenia, bo nie jest ona nieograniczona, ale nie można też tłamsić i zniewalać, a takie tendencje niektóre z nas – “Wenusjanek” – przejawiają.
- Różnice temperamentów
To dziedzina, o której pojawiały się już artykuły na naszym portalu, więc wspomnę tylko, że ta kwestia utrudnia często budowanie postawy szacunku, zwłaszcza gdy jedna strona jest choleryczno-sangwiniczna, a druga melancholiczno-flegmatyczna. U nas ma to miejsce i stanowi pole do wytężonej pracy nad sobą, z częstymi upadkami.
Moje reakcje są dość popędliwe, bywam porywcza i wybuchowa, podczas gdy mąż lubi wszystko przemyśleć i przeanalizować – i trwa to nieraz straszliwie długo. Zdążę zareagować pięć razy, podczas gdy mój wybrany jeszcze myśli, co zrobić.
Oczywiście przedstawiam to nieco karykaturalnie, ale przez wiele lat utrudniało nam to wzajemne relacje. Zrozumiałam w końcu, że on po prostu nie potrafi inaczej, a ja mam okazję do hamowania swojej porywczości.
- Gniew, który nie szanuje bliźniego
Z powyższym łączy się skłonność do wybuchania gniewem, a wiadomo, że gniew bywa destrukcyjny i potrafi być zaprzeczeniem szacunku. Mówię tu nie o uczuciu, ale o sposobach reagowania. Przecież Słowo Boże poucza „Gniewajcie się, ale nie grzeszcie” (por. Ef 4,26), więc wskazuje na to, że gniew jest czymś, co odczuwamy i sam w sobie nie musi być zły, a nawet bywa dobry (jako ochrona granic, reakcja na zło). Istotne są sposoby jego wyrażania. Gniew często oślepia. A poza tym niejednokrotnie wynika z faktu, że sprawy nie idą “po mojemu”. Z tym wiąże się też pouczanie i kontrolowanie drugiej strony – a to jest postawa kompletnie przecząca szacunkowi.
Od pewnego czasu staram się więc milczeć w gniewie, a pomaga mi wiersz mojej koleżanki:
morze się gniewa
chce mnie porwać
lecz ja ziarenko piasku
trwam w milczeniu
czekam aż minie sztorm

Czytaj także: Różnice w małżeństwie – nasz sposób to… listy!
Rozwiązanie? Przeczekać burzę!
Właśnie – przeczekać, aż „minie sztorm” i wrócić do sprawy, gdy się już wyciszymy – to wielkie wyzwanie dla choleryków i sangwiników, którzy reagują „natychmiast”. Wiem jednak, że słowa wypowiedziane w gniewie, nawet jeśli odwołane i “przeproszone” (bo zawsze staraliśmy się, by „nad naszym gniewem nie zachodziło słońce” – por. Ef 4,26), często zostają i bolą, zwłaszcza u osoby, która ma usposobienie melancholijne.
Wiem, że mój mąż, mając taki właśnie temperament, nie reaguje tak jak ja, a moje słowa mogą w nim coś „wyrzeźbić”, jak mówi bł. kard. Wyszyński.




Zobacz także
