Przejdź do treści

Churching familijny – czy musimy chodzić do swojej parafii? 

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Z własną parafią jest trochę jak z rodziną. Nie zawsze mamy wpływ na to, jak wyglądają w niej relacje międzyludzkie, czy na wspólne spotkania wybieramy się z radością i tęsknotą… czy na siłę, spodziewając się powtarzalnych trudności i problemów. Jednak, zarówno w rodzinie ziemskiej, jak i kościelnej, niektóre rzeczy zależą od nas.

Churching – znajdźmy swoje miejsce 

W wychowaniu religijnym ważne miejsce zajmuje przygotowanie do świadomego uczestnictwa w życiu sakramentalnym, z niedzielną mszą na czele. Przy tej okazji mamy często do czynienia z familijnym churchingiem, który – naturalnie – ma swoje plusy i minusy (a pamiętajmy, za klasykiem, że ważne jest, by jedne nie przesłoniły drugich). 

O zjawisku churchingu, czyli chodzeniu do różnych kościołów, mówi się od dawna. Ta swoista turystyka religijna motywowana jest różnorako. Jedni robią to ze względu na architekturę, sztukę i estetykę. Inni szukają pasjonujących i ciekawych kaznodziejów – od mistyków po intelektualistów. Wielu katolikom zależy na odpowiedniej celebracji liturgii, dobrym poziomie muzyki itd. Wreszcie – rodzice szukają miejsca odpowiedniego dla swoich dzieci, gdzie mogą się one czuć swobodnie i z myślą o nich celebrowane są msze z odpowiednimi kazaniami, muzyką.

Churching „smakowy” i edukacyjny 

Czy to coś złego? Oczywiście, że nie. Można wysnuć analogię do coniedzielnego odwiedzania różnych restauracji w ramach rodzinnego obiadu. Szukamy miejsca, gdzie trafimy na nasz „smak”, i gdy je wreszcie znajdziemy, często tam wracamy (co nie oznacza jakiegoś zobowiązania).  

Odwiedzanie różnych kościołów ma też walory edukacyjne, poznawcze. Może być świetną zabawą rodzinną, jeśli np. wcześniej poszukamy podstawowych informacji i ciekawostek o danym miejscu, choćby w internecie, i zrobimy quiz. Spytajmy w nim o patrona, obrazy, tabernakulum, relikwie, witraże, organy… Może jakiś rysunek po powrocie do domu?

Parafia, czyli zawsze mamy swoje miejsce 

No dobrze, odwiedziliśmy i poznaliśmy nowe miejsca do ucztowania, zasmakowaliśmy w nich, zrecenzowaliśmy razem z dziećmi wystrój wnętrza, muzykę, obsługę. Nie wolno nam jednak nigdy zapomnieć, że przecież my mamy swój własny stół – u siebie. Wokół niego gromadzimy się z naszymi bliskimi. I mamy wobec niego pewne zobowiązania (nawet wprost wymienione w prawie kościelnym). Szkoda, jeśli kościół parafialny traktujemy jako zło konieczne, potrzebne tylko do załatwienia niezbędnych spraw w kancelarii parafialnej, a nie centrum życia duchowego. Nasze dzieci to wyraźnie widzą i, siłą rzeczy, będą nas w tym naśladować.

Przedsmak nieba w każdym kościele! 

Nie na wszystko mamy wpływ, niektórych problemów (szczególnie personalnych) nie przeskoczymy na siłę – jednak warto uświadamiać dzieci, że nasza parafia i nasz kościół parafialny jest naszym domem, a nie tylko miejscem formalnym. Jeśli faktycznie trudno związać się uczuciowo – to zawsze możemy zatrzymać się na minimum, czyli na sakramentach. One zawsze są skuteczne i działają dokładnie tak samo, jak u rozchwytywanego kaznodziei w sąsiedztwie. Wtedy okaże się, że jest odwrotnie: to nie żadne minimum, ale maksimum tego, co dostępne na ziemi, przedsmak nieba w każdym kościele! Wszystko inne to dodatki…  

Warto co jakiś czas odwiedzić swój kościół parafialny i zaczerpnąć z najczystszego źródła, jakim jest Eucharystia i inne sakramenty, pokazując dzieciom, co liczy się najbardziej, a jest nieraz ukryte za zewnętrznymi trudnościami. 

.
Zobacz także