Debata wokół edukacji zdrowotnej w polskich szkołach budzi ogromne emocje. Tomasz Terlikowski, publicysta i ojciec piątki dzieci, apeluje do rodziców, by nie wypisywali swoich pociech z tych zajęć. Z kolei Episkopat Polski oraz organizacje katolickie ostrzegają, że program może prowadzić do demoralizacji i podważania wartości rodzinnych.
Terlikowski: „To bezpieczeństwo, nie deprawacja”
W felietonie dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski nie kryje swojego rozczarowania listem Konferencji Episkopatu Polski. „Apel biskupów oparty jest na fałszywych przesłankach, ich list zawiera ewidentne kłamstwa, a uznanie jego argumentacji oznacza realną szkodę dla naszych dzieci” – napisał.
Publicysta podkreśla, że zajęcia z edukacji zdrowotnej obejmują przede wszystkim wiedzę o zdrowym odżywianiu, zagrożeniach w sieci, budowaniu granic wobec przemocy i nadużyć. „Nie jest przecież systemową deprawacją budowanie świadomości zagrożeń w sieci, nauka mówienia 'nie’ czy wiedza o konieczności ruchu” – argumentuje. Jego zdaniem wątek seksualności zajmuje jedynie niewielki fragment programu i nie niesie zagrożeń dla wiary czy moralności dzieci.
Terlikowski odwołuje się również do badań naukowych, które – jak podkreśla – wskazują, że edukacja zdrowotna zmniejsza ryzyko przemocy seksualnej i pozwala młodym ludziom lepiej chronić się przed nadużyciami. „To wiedza powszechna, przekazywana także na katolickich uczelniach” – zauważa, wskazując na temat masturbacji jako naturalny element dojrzewania, którego nie należy demonizować. Dla niego kluczowym słowem jest „bezpieczeństwo”.
Ponadto Terlikowski pisze: „Nie jest deprawującą informacja o tym, że istnieją różne orientacje seksualne i że każdemu należy się szacunek (dodajmy, że te same informacje i wezwania do szacunku znajdują się w Katechizmie Kościoła katolickiego, i nikt poważny nie uważa go za książkę deprawującą)”.
Episkopat i organizacje katolickie: „Systemowa deprawacja”
Zupełnie inaczej patrzą na to biskupi. W liście Prezydium KEP do rodziców znalazły się ostrzeżenia przed „systemową deprawacją”, rzekomo prowadzoną pod pretekstem edukacji zdrowotnej. „Nie wolno Wam zgodzić się na systemową deprawację Waszych dzieci” – apelują hierarchowie. Ich zdaniem program może prowadzić do odrzucenia swojej kobiecości lub męskości, a także wprowadzać „genderową koncepcję płci”.
Biskupi podnoszą też wątpliwości konstytucyjne: zgodnie z art. 48 i 53 Konstytucji to rodzice mają prawo wychowywać dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Edukacja zdrowotna – zdaniem Episkopatu – narusza tę zasadę i zastępuje rodziców w wychowaniu moralnym. Podkreślają również, że tematy związane z seksualnością powinny być omawiane w kontekście małżeństwa i rodziny, a nie w oderwaniu od nich.
Z kolei w felietonie Tomasza Terlikowskiego czytamy: „Warto przypomnieć, że jest to program szkolny kierowany do uczniów, z których znacząca część wychowuje się w rodzinach niepełnych, patchworkowych, a także niezwiązanych już wprost ani nawet pośrednio z moralnością katolicką. Ich, a także ich rodziców i opiekunów potrzeby, myślenie, postrzeganie świata także musi uwzględniać program szkolny, a obecność innych perspektyw w pluralistycznym świecie, w niczym nie szkodzi zbawieniu dzieci i młodzieży”.
Organizacje katolickie, m.in. Fundacja Grupa Proelio czy środowiska Ruchu Światło-Życie, ostrzegają, że w praktyce chodzi o „permisywną edukację seksualną”, która erotyzuje dzieci już od najmłodszych klas i relatywizuje wartości. Publicystka Weronika Kostrzewa w swoim komentarzu na YouTube wskazała pięć argumentów przeciwko programowi: od naruszenia praw rodziców, przez groźbę ideologizacji, aż po brak poszanowania dla tradycyjnego modelu rodziny.
Politycy konserwatywni, jak np. Grzegorz Płaczek z Konfederacji, alarmują dodatkowo, że pod hasłem edukacji zdrowotnej kryją się treści o masturbacji, zmianie płci i orientacjach seksualnych, co – ich zdaniem – jest nie do przyjęcia w edukacji szkolnej.

Spór o sumienie rodziców
Terlikowski wprost zachęca: „Proszę, zapisujcie dzieci na edukację zdrowotną, bo to pomoże im prowadzić bezpieczniejsze, zdrowsze życie i w niczym nie zaszkodzi ich zbawieniu”. Natomiast biskupi i organizacje sprzeciwiające się programowi odwołują się do tego samego argumentu – sumienia rodziców. To oni, a nie państwo czy szkoła, mają prawo decydować, jakie treści i wartości będą przekazywane ich dzieciom.
Obie strony przywołują więc podobny punkt odniesienia – odpowiedzialność rodziców – ale w zupełnie innym kontekście: Terlikowski jako obowiązek dbania o wiedzę i bezpieczeństwo dzieci, Episkopat jako obowiązek chronienia ich przed ideologiczną deprawacją.
Wnioski dla rodziców
Terlikowski widzi w edukacji zdrowotnej realne wsparcie w trosce o bezpieczeństwo dzieci. Episkopat i organizacje katolickie ostrzegają przed ideologią i deprawacją, wskazując na ryzyko naruszenia konstytucyjnych praw rodziców.
Ostateczny wybór należy do rodziców – i to ich wrażliwość i poczucie zdrowego rozsądku staje się polem, na którym rozgrywa się ten spór. Na jego kształt w przyszłości bez wątpienia będą miały wpływ efekty, jakie pokaże nam pierwszy rok szkolny, w którym edukacja zdrowotna będzie obecna salach lekcyjnych.
Foto: EpiskopatNews


Zobacz także
