Przejdź do treści

Rodzina nieraz niosła mnie duchowo na rękach

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Ci, którzy mnie znają trochę lepiej, wiedzą, że kiedy sama jadę autem, lubię słuchać muzyki „na full”. I nie jest to muzyka poważna. Jej się chyba nie da słuchać przy włączonych „na maksa” głośnikach. Słucham sobie wtedy zazwyczaj Luxtorpedy. Jedną z moich ulubionych piosenek jest „Silnalina”.

„Razem jesteśmy siłą, osobno jakby nas nie było”

Chociaż niektórym trudno sobie wyobrazić kontemplację przy takim rodzaju muzyki, to mnie przy tej piosence zawsze dopadają jakieś refleksje. „Razem jesteśmy siłą, osobno jakby nas nie było” czy powtarzające się słowa refrenu „wiele słabych nici razem, to jedna silna lina” zawsze odnoszę do nas, do naszej rodziny.

„Dzielimy chleb, dzielimy ból. Słabi są silni siłą silniejszych”.

Czyż nie jest tak? Albo:

„Razem we wszystkich klęskach, poniosę dalej cię na rękach. Upadnę, ty mi podasz dłonie. Osobno – dawno byłby koniec”….

Macie już ciarki na plecach? Bo ja zawsze. Można kontemplować przy takiej muzyce? Można, prawda?

Rodzina „przeniosła” mnie przez śmierć taty

Gdy słucham tej piosenki, mam przed oczyma konkretne sytuacje, konkretne dziecko, mojego męża, siebie samą. Kiedy ktoś nie miał już siły, a reszta niosła go na rękach. Pamiętam nagłą śmierć mojego taty, gdy rodzina „przeniosła” mnie przez te dni. Sama pewnie zapłakałabym się na śmierć, ale oni byli moją siłą. Czułam, że jestem częścią tej liny. Mimo, że moja nić nie była silna i pewnie by pękła prędzej czy później, to jednak pozostałe nici trzymały ten ciężar razem. Podobnie jest, gdy któreś z nas zaczyna chorować. Szczególnie, jeśli choroba jest poważna. Wiadomo, ta nić, która jest wtedy słaba, cierpi, ale ma świadomość, że ciężar mógłby być jeszcze większy, gdyby wokół nie było innych nici.

Rodzina ratuje z samotności

Zastanawiam się czasem, jak trudno musi być osobom samotnym. Kiedy miałam operację kręgosłupa, mąż musiał mnie nosić do toalety, ubierał jak dziecko i niemalże w każdej czynności higieniczno-toaletowej musiał mi pomagać. Myślałam wtedy: co by było, gdybym była sama? Dzieci przynosiły mi posiłki do łóżka, pytały, co jeszcze mogą dla mnie zrobić.

Na pewno zauważyliście to też w swoich rodzinach. Łatwiej jest przejść przez swoje Morze Czerwone, gdy wiesz, że masz obok siebie wsparcie. Nasza siła płynie właśnie z tej jedności. Wyobrażacie sobie, jak bardzo musi tego brakować samotnym osobom? Mam kilkoro takich znajomych. Dla nich liną czasem staje się wspólnota, rodzina pochodzenia. Ludzie, na których mogą liczyć ale też ludzie, dla których oni są wsparciem. Bo nie da się na dłuższą metę być samotną nicią.

Rodzina to lina

Stare, może wyświechtane stwierdzenie, że rodzina to siła, nie traci na aktualności. Moglibyśmy je jedynie sparafrazować do „rodzina to lina”. Jedni dla drugich stajemy się wsparciem, pomocą w chwilach trudnych, ale też jesteśmy tymi, z którymi można dzielić radości. Bo trudności w takiej linie rozkładają się na wszystkie nici, a radości są wzmacniane przez każdą z nich.

Jeśli chcielibyście pokontemplować o swojej rodzinie przy „Silnej linie” – zapraszam:

.
Zobacz także