Przejdź do treści

Obowiązki, rodzina, oczekiwania… a moje serce chce w tym Adwencie na pustynię!

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Jak znaleźć swoją adwentową pustynię przy czwórce dzieci, górze prania i niekończącej się liście zadań do wykonania? Kiedy mieć czas na wyciszenie się? Możesz założyć słuchawki, przesłuchać cały Internet mądrych rekolekcji i ubogacających konferencji. Ale nie usłyszysz głosu Boga, jeśli nie usłyszysz, o czym woła dzisiaj twoje serce. Czy jeszcze potrafisz usłyszeć siebie? Czy wiesz, co u ciebie słychać?

„Gotujcie drogę Panu”

Patrząc w kalendarz z niemałym przerażeniem zdałam sobie sprawę, że w tym roku Adwent jest wyjątkowo krótki. Czwarta niedziela Adwentu przypada w Wigilię, co daje zaledwie 22 dni… Przez moją głowę przeleciały wszystkie tematy, którymi trzeba się zająć. Prezenty, pierniki, porządki, gotowanie, pieczenie, dekoracje, no i dobrze by było jeszcze zadbać o przygotowanie duchowe: spowiedź – najlepiej nie na ostatni moment, rekolekcje adwentowe, codzienne roraty, realizacja jakichś ambitnych zadań z kalendarza… Można dostać zadyszki na samą myśl.

Jedną z postaci mocno kojarzących się z Adwentem jest Jan Chrzciciel. W pamięci mam msze roratnie, na które jako dzieci wstawaliśmy, kiedy było jeszcze ciemno i śpiewaliśmy pieśń inspirowaną jego słowami: „Gotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki Jego”. Kiedy uświadomiłam sobie, ile jest do zrobienia w tak krótkim czasie, jako pierwszy przyszedł mi do głowy właśnie Jan Chrzciciel. Dlaczego? Może dlatego, że mam wrażenie, że te wszystkie sprawy mnie wołają. Dopominają się mojej uwagi, czasu, zaangażowania. Pomyślałam, że nie chcę tak spędzić przygotowań do Bożego Narodzenia – w stresie, pośpiechu. W zasadzie miałabym ochotę wybrać się na jakąś pustynię, a może bardziej pustelnię – z dala od tej całej bieganiny. Zatrzymać się i złapać oddech. Dlatego postanowiłam w tym roku obrać Jana Chrzciciela na patrona mojego Adwentu.

Pustynia jako przestrzeń braku

Pustynia średnio pasuje do powszechnie panującego klimatu przedświątecznej gorączki, która zaczyna się już w listopadzie. Pustynia jest brakiem: wody, roślinności, cienia, życia. A przecież czas Adwentu jest przestrzenią wręcz przesytu. Z każdej strony atakują nas zadania, produkty, „must have`y”. Ten „dobrobyt” nie musi dotyczyć tylko konsumpcyjnej strony przygotowania do Świąt. Mnogość propozycji duchowych też może przyprawić o zawrót głowy. 

Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego!

(Łk 3,4)

Jan Chrzciciel miał do przekazania ważną nowinę, ale kto chciał usłyszeć, musiał przyjść na pustynię. Bóg woła. Na pustyni.

Usłyszeć głos

Jak znaleźć swoją pustynię przy czwórce dzieci, górze prania i niekończącej się liście zadań do wykonania? Kiedy mieć czas na wyciszenie się? A może jako zadanie adwentowe warto obrać sobie uważne słuchanie. Słuchanie swojego serca. O czym woła dzisiaj twoje serce? Czy jeszcze potrafisz usłyszeć siebie? Czy wiesz, co u ciebie słychać? Bo to miejsce, gdzie twoje serce woła o swoich pragnieniach, jest miejscem wołania Boga. W tobie. To jest ten głos i to jest ta pustynia. Nie da się jej znaleźć nigdzie indziej. Możesz założyć słuchawki, przesłuchać cały Internet mądrych rekolekcji i ubogacających konferencji. Nie usłyszysz głosu Boga, jeśli nie usłyszysz siebie.

Góry, doliny i trawa

Św. Łukasz, pisząc o Janie Chrzcicielu, przytoczony wyżej fragment cytuje z Księgi Proroka Izajasza. W kolejnych wersetach czytamy u proroka: 

Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i pagórki obniżą. 

(Iz 40,4)

Dla mnie to brzmi, jak porządne trzęsienie ziemi, jak wywrócenie świata do góry nogami. Wsłuchując się w Głos, zgadzam się na upadek gór, które ustawiłam w swoim życiu. Pan Jezus przyszedł na świat jako niemowlę, dlatego łatwo włożyć Go w infantylne obrazki, piosenki. Ale czekając na Boże Narodzenie we mnie, w mojej rodzinie, chcę się zgadzać, że to, co usłyszę, nie zawsze będzie dla mnie komfortowe. Może którąś pieczołowicie ustawianą górę trzeba będzie zburzyć, a dolinę podnieść? 

I jeszcze drugi fragment: 

Trawa usycha, więdnie kwiat, lecz słowo Boga naszego trwa na wieki. 

(Iz 40,8)

Te słowa przywodzą mi na myśl choinkę. Kupujemy, cieszymy się, ozdabiamy, układamy pod nią prezenty. Ale nadchodzi taki dzień, kiedy już bez żalu zdejmujemy ozdoby i pozbywamy się drzewka. Tak myślę, ile czasu i energii przed Świętami poświęcamy na to, co „uschnie”, co przeminie, co zjemy, a ile na to, co „trwa na wieki”? 

Może warto prosić w modlitwie o wstawiennictwo Jana Chrzciciela, żeby nauczyć się mądrze stawiać akcenty w Adwencie. Z jednej strony nie rezygnować z pięknych tradycji, które są ważne i budują wspomnienia, dzieciństwo naszych dzieci. Ale z drugiej: jak nauczyć się nie zatrzymywać tylko na tej zewnętrznej otoczce? Jak nie dać się zatracić, tylko pozwolić się poprowadzić głębiej?

Jaki jest głos w moim domu?

Głos Jana Chrzciciela pokornie, ale i bezkompromisowo, wskazywał na Jezusa. Zastanawiam się, jaki głos będzie brzmiał w naszym domu w tym czasie Adwentu. Głos pretensji, przeganiania, pośpiechu, zniechęcenia, zmęczenia, zaciskania zębów? O czym woła głos w naszej rodzinie przed Świętami? 

W tym roku w ramach kalendarza adwentowego spróbujemy codziennie zatrzymać się nad Słowem, w ciszy. Jeden wylosowany fragment każdego dnia. Tak, aby zrobić przestrzeń, namiastkę pustyni, żeby Bóg mógł do nas mówić.

Zobacz także