Przejdź do treści

Nasze dzieci uczą się różańca, a my… odkrywamy przy nich tę modlitwę na nowo!

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Październik to dla nas czas wyjścia z duchowej jamy i wyciągania pochowanych gdzieś głęboko paciorków. I może w końcu w tym roku uda się nie zakopać ich z powrotem gdzieś w domowych zakamarkach. Może postawimy razem z naszymi dziećmi pierwsze różańcowe kroki, bo takie właśnie mamy poczucie – uczenia się różańca zupełnie od nowa.

Październikowy różaniec – przebudzenie duchowe

Z lat szkolnych pamiętam wrzesień jako czas na rozruch i ponowne wdrożenie w system, natomiast październik narzucał już tempo nauki, sprawdzianów i popołudniowych wizyt w kościele na modlitwie różańcowej. I choć szkołę od wielu lat mam za sobą, to wciąż w swoim życiu duchowym doświadczam podobnego przebudzenia. Tak samo jak Emil, który dziecięcy różaniec kojarzy głównie ze zbieraniem pieczątek na wielkim plakacie. A więc wyciągamy pochowane w domu koraliki i usilnie próbujemy włączyć się w tą podniosłość dziesiątego miesiąca roku. I może właśnie dlatego, że usilnie… to często coś nam nie wychodzi.

Wow! A co to się tak błyszczy?

Odkopujemy z różnych miejsc w domu wszystkie różańce. Mamy ich około dziesięciu. Jest jeden drewniany, jeden plastikowy, biały z koralikami w kształcie serc (z mojej I Komunii Świętej), jest też czarny błyszczący, czerwony pachnący różami i metalowy – zimny w dotyku – oraz kilka innych. Jednak mój ulubiony to ten srebrny na serdecznym palcu lewej ręki. Kupiony około 16 lat temu w naszym rokitniańskim sanktuarium za całe 6 złotych, powyginany i towarzyszący mi każdego dnia. 

Mieniące kuleczki wyjętych skarbów oczarowują w mig naszą trójkę dzieci. Ida najchętniej nosiłaby je jak korale do swoich sukienkowych stylizacji. Noemi rozkłada je na podłodze i porównuje, a August, rzecz jasna, bada zjadliwość każdego niemowlęcą buzią. Różańce przez kolejne dni pochłaniają uwagę dzieci i od nowa są na różne sposoby testowane. Ich wyjątkowość kryje się w tym, że nie ma ich na co dzień wśród zabawek, które już dawno się znudziły.

Ale oczywiście różańce służą do czegoś więcej, niż podpowiada dziecięca wyobraźnia. Zatem tuż po eksploracji tych ciekawych kuleczek nastaje czas nauki.

Organizacyjny tor przeszkód

Na pytanie, czy przez ten maryjny miesiąc sumiennie odmawiamy cały różaniec, odpowiadamy – nie. Jest to dla nas wymagająca modlitwa, w której potrzebujemy zrozumienia, czasu i sił. Kiedy późnym wieczorem klękamy razem do modlitwy, nieraz widzę jak oczy Emila, który wstaje wcześnie rano, zamykają się ze zmęczenia. Trudno wtedy o skupienie na każdym kolejnym wypowiadanym słowie. 

W ciągu roku codziennie rozważamy jedną dziesiątkę w intencji naszych dzieci i dzieci objętych modlitwą różańcową w parafii, i już wtedy bywa, że głowa bezwiednie opada, a słowa zamieniają się w delikatne mamrotanie. Mimo to w październiku staramy się do modlitwy z dziećmi włączać właśnie różaniec i bardziej technicznie uczymy, jak przesuwać palce po koralikach oraz opowiadamy o wydarzeniu, które towarzyszy danej części różańca. Na ogół dzieci kojarzą już te historie, które pobrzmiewają w ciągu roku w kościele oraz w wieczornych biblijnych opowiadaniach. 

Czasem uda się też, że w ciągu dnia każde z nas odmówi po jednej lub więcej dziesiątek, najczęściej podczas samotnej jazdy samochodem.

Uczymy dzieci “obsługi” różańca

Kilka razy w ciągu miesiąca udaje nam się dotrzeć na modlitwę różańcową w kościele parafialnym. Czasem nie pozwala na to moja popołudniowa praca w świetlicy, podczas której też uczęszczamy na różaniec, a innym razem maluchy są już wyraźnie zmęczone. Ich podstawowe potrzeby zaprzeczają jakiemukolwiek opuszczeniu domu. 

W kościele odmawiamy wspólnie jedną część. Dzieci, które zebrały się na modlitwie, ustawiają się wzdłuż ołtarza w pozycji klęczącej jedno za drugim i przesuwają do przodu, by przy mikrofonie odmówić kolejne „Zdrowaś Maryjo”. Nasze kilkulatki, którym stanie czy klęczenie w kolejce nie sprawia trudności, przy tym strasznym czarnym urządzeniu stają się bardzo nieśmiałe. Dlatego mogą liczyć na tatę, by wspólnie, przed ołtarzem, wyrecytować maryjne pozdrowienie. Ten czas, choć może wciąż mało zrozumiały, jest dla dzieci wyjątkowy. W kościele dzieją się inne rzeczy i czynności, niż co niedzielę, powtarzalność słów oswaja ich z modlitwą, a wybór i przyniesienie własnych różańców dodają mocy sprawczej.

Wspólne pierwsze kroki

Jako małżeństwo, mamy poczucie niemowlęcego pełzania po podłodze, z którego w październiku wspinamy się do raczkowania. I choć kiedyś wydawało nam się, że w modlitwie różańcowej jesteśmy ekspertami, bo mieliśmy na to więcej czasu, mniej obowiązków i pierwsze wspólne dziewczęco-chłopięce postanowienia, to teraz na nowo odkrywamy piękno każdego koralika i jego przeznaczenie. Na regularność na pewno jeszcze przyjdzie czas, a póki co sami, wraz z naszymi dziećmi, pokornie stawiamy pierwsze różańcowe kroki. 

Maryjo, wspomożenie wiernych i królowo rodzin, módl się za nami!

Zobacz także