Przejdź do treści

Jak zadbać o relację małżeńską, gdy rodzina się powiększa? [rozmowa z psychologiem]

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Życiowy przełom, jakim jest przyjście na świat dziecka, może dosłownie postawić naszą małżeńską relację na głowie. Co robić, gdy pojawi się kryzys? Jak sobie z nim radzić, by nasza więź nie ucierpiała? Rozmawiamy o tym z Joanną Rumińską, psycholog i seksuolog, a prywatnie żoną i mamą szóstki dzieci (w tym dwóch w niebie).

Zanim zdobędziemy supermoce rodzicielskie…

Joanna i Mirosław Haładyjowie: Zdarzają się pary mniej i bardziej zgrane. Pojawienie się dziecka zawsze oznacza dla małżeństwa poważne zmiany?

Joanna Rumińska: Myślę sobie, że jeżeli system tworzą dwie osoby (małżeństwo) i nagle pojawia się trzecia, to zawsze powoduje to chwilowy brak równowagi i zajmuje trochę czasu zbudowanie nowego, bezpiecznego i wygodnego dla wszystkich systemu (rodziny). Pojawienie się dzieciątka w domu zmienia każdy aspekt poprzedniego funkcjonowania. Samo myślenie z „ja” zmienia się na „my” (rodzic + dziecko). Można powiedzieć, że związek się rozwija i wchodzi na wyższy poziom, jednak zazwyczaj wiąże się to z kryzysem. Więc zanim zdobędziemy supermoce rodzicielskie, będziemy zmagać się z mniejszymi lub większymi trudnościami.

Jak zatem przygotować małżeńską relację na pojawienie się pierwszej pociechy?

Ciekawe pytanie. Zastanawiam się, czy jest w ogóle taka możliwość. Problem polega na tym, że my wchodzimy w rodzicielstwo już z jakimiś oczekiwaniami. Z jakąś historią opowiedzianą przez mamy, babcie, ciotki, znajomych, media… Mamy wykreowany obraz na podstawie obserwacji i naszych wyobrażeń. Już to, samo w sobie, jest dość ciekawe, bo przecież wiemy doskonale, że trudno jest przewidzieć, jak faktycznie zachowamy się w stresującej sytuacji, dopóki nie będziemy brali w niej udziału.

Owo fantazjowanie jest oczywiście normalne. W sumie to dobrze, że marzymy o rodzicielstwie i wizualizujemy je sobie. Ale jest jeden bardzo ważny element, którego nie ma w żadnych wizualizacjach ani pięknych przekazach reklamowych – że mamy do czynienia z żywym dzieckiem, które nie tylko ślicznie wygląda i pięknie pachnie, ale płacze, ma potrzeby fizjologiczne, śpi w swoim rytmie. Nie uwzględniamy w naszych wizualizacjach, że niekiedy wszystkie nasze potrzeby, przynajmniej na początku, muszą i schodzą na drugi plan. Problemem może być zwykłe wyjście na przysłowiowe siku, nie wspominając o jedzeniu czy śnie, którego zazwyczaj młodym rodzicom bardzo brakuje.

Często młode mamy pytają mnie, dlaczego w telewizji kobieta tuż po porodzie jest umalowana i uczesana oraz ma porządek w domu, a dziecko się uśmiecha, jak nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością? Czują się po prostu oszukane.

Co zatem zrobić?

Można wejść w macierzyństwo świadomie bez oczekiwań, z łagodnością dla siebie i dla męża. Można przygotować wioskę kobiet, które przyjdą posprzątać, ugotować obiad czy pobyć chwilę z maluszkiem, żeby mama mogła się zdrzemnąć czy wykąpać. To, że tata nie karmi, nie znaczy, że nie może wstawać w nocy, aby maluszka podać mamie, o ile zakładamy, że dzidziuś nie będzie spał z nami. Po pracy może przejąć malucha, aby mama odespała.

Nie nastawiajmy się też na przyjmowanie gości zaraz po porodzie – w wyjątkiem osób, które mogą pomóc w sprzątaniu, gotowaniu, ogólnym odciążaniu mamy. Na oglądanie malucha przez rodzinę i znajomych jeszcze przyjdzie czas. Najpierw trzeba zająć się matką, by ta mogła dać swojemu dziecku wszystko, czego mu potrzeba. Prawdę mówiąc, jeśli oboje rodzice na równi wchodzą w opiekę i obowiązki, to są tak samo zmęczeni i zmienia się lista potrzeb. Ważne jednak w tym całym zawirowaniu jest to, żeby ciągle być RAZEM jako małżeństwo.

Kryzys oznacza rozwój

A gdy już dopada nas kryzys w związku z pojawieniem się małego dziecka? Co wtedy robić?

Spójrzmy na to z innej strony. Każdy rodzic doskonale wie, że dzieci miewają skoki rozwojowe, które są związane z osiąganiem nowych umiejętności w dość krótkim czasie. Ale gdy dochodzi do takiego skoku, najpierw mamy kryzys – dziecko jest płaczliwe, niespokojne, mamy wrażenie, że jest regres w rozwoju (czyli cofnęło się). Mija kilka dni i maluch budzi się radosny z nowymi umiejętnościami. Wiemy również, że nie da się tego przyspieszyć. Takie spojrzenie pokazuje, że kryzys jest potrzebny do rozwoju, aby zdobyć kolejne umiejętności. W takim wydaniu nie kojarzy się on z niczym złym, a z pozytywnym efektem rozwoju nas jako ludzi oraz naszej relacji.

Czyli do kryzysu może dojść za każdym razem, gdy w domu pojawia się nowy człowiek?

Tak, ponieważ, za każdym razem dochodzi kolejna nowa osoba, która zmienia nasz system. Można być do tego emocjonalnie przygotowanym, ale nie da się tego uniknąć. Pamiętajmy też, że sami się rozwijamy wraz z pojawianiem się kolejnych dzieci. Rozwijają się nasze umiejętności, np. cierpliwość… Każda mama wielodzietna wie, o czym mówię (śmiech).

A czy można coś zrobić, żeby ominąć ewentualny kryzys, albo żeby był on jak najmniejszy?

Jeżeli mówimy o kryzysie w kontekście pozytywnym, podkreślamy, że oznacza on zdobywanie nowych umiejętności, to bardzo źle by się stało, gdybyśmy chcieli go unikać albo omijać. Znaczyłoby to zatrzymanie w samorozwoju. Uważam zatem, że warto go po prostu przyjąć jako coś pozytywnego. Być ciekawym, jak się przez niego rozwijam i jaką nową supermoc uzyskałem/am po jego zakończeniu. Warto po prostu być w tym RAZEM. Obserwować ten nowy stan z dużą wyrozumiałością i troskliwością. Przy tym zmieniać listę priorytetów i szukać pomocy wśród znajomych, rodziny.

Dbać o relację bez wychodzenia z domu

Jak wtedy dbać o małżeńską relację? Co, jeśli nie da się razem wyjść, bo dziecko jest przyklejone do mamy?

Żeby dbać o relację, nie trzeba wychodzić z domu. Dbać o relację można poprzez czułe spojrzenie, przytulenie, miłe słowa, odciążenie w obowiązkach.

Jeśli zaniedbamy małżeńską więź, a jedynym priorytetem będą dla nas dzieci, możemy bardzo się zdziwić, jak mocno się od siebie oddaliliśmy. Najbardziej odczuwają to małżeństwa, których dzieci wyszły z domu. Czasami boleśnie okazuje się, że byli razem tylko dla dzieci. Poza tym, nic ich już nie łączy. Ważne jest, aby o relację małżeńską dbać cały czas – czy dzieci są małe, czy duże. Zmienia się tylko jakość trudności, na jakie trafiamy, a nie ich ilość.

A czy da się przygotować małżeństwo na problemy rodzicielskie, które mogą pojawić się również w okresie dojrzewania dzieci?

Jeżeli dwoje rodziców bierze czynny udział w wychowywaniu dzieci i mają na to wspólny sposób, przekazują te same wartości, stawiają te same granice, to można spokojnie powiedzieć, że po pierwszym szoku związanym z pojawieniem się nowego członka rodziny, dalej jest już łatwiej. Jeżeli nauczymy się działać RAZEM jako rodzice (co jest wielkim sukcesem), to zawsze będziemy się wspierać w swoich działaniach, a nie mijać.

.
Zobacz także