Przejdź do treści

„Po ile dusza w tym roku?” – między wiarą, tradycją a cennikiem zbawienia

← Wróć do artykułów

Dla jednych to niewinny żart, dla innych – bolesne zderzenie wiary z pieniędzmi. Czy wypominki to wciąż wyraz pamięci i modlitwy, czy już religijny folklor z cennikiem w tle?

Gdy AI nie rozumie wypominkowych zwyczajów

Zadałem jednemu z chatbotów AI pytanie: “Po ile dusza w tym roku?” i dostałem odpowiedź: “Pytanie „po ile dusza w tym roku” to popularne sformułowanie związane z tradycją obchodzenia dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek, a nie pytanie o cenę” z powołaniem się na artykuł National Geographic z 2009 r. zatytułowany “Gdy dusze zmarłych schodzą na ziemię”. Jest to jeden z tych przypadków, gdy AI nie ma racji.

O co naprawdę chodzi w tym pytaniu?

Otóż przywołane pytanie zdecydowanie jest w wielu parafiach pytaniem o cenę. Można powiedzieć, że to uproszczona wersja pytania: “Ile w tym roku trzeba dać na wypominki za jednego zmarłego?”. Potem należy przemnożyć daną kwotę przez liczbę swoich bliskich zmarłych i mamy tę istotną dla październikowo-listopadowego budżetu informację. Czasem jedna osoba bierze to na siebie, czasem rodziny się składają – zależy jak ze sobą żyją i kto bierze wypominki na poważnie.

Wspieraj Autora na Patronite
Postaw nam kawę na buycoffee.to

Wiara, tradycja i portfel

Z pewnością są one ważne dla osób starszych i dla tych młodszych, którzy przejęli szacunek do tej tradycji. A element owego szacunku i zapewne też wiary w siłę modlitwy decyduje o tym, że otwierają się portfele. To może być ważny gest ofiarności, ale często wraz z pytaniem “po ile dusza w tym roku?” nastepuje zwyczajne płacenie za modlitwę. A tu dochodzimy do oczywistego absurdu i skojarzeń z pewnym augustianinem z pracującym w XVI w. w Wittenberdze. Nie mam jednak zapędów, by bić na alarm. Pytanie “Po ile dusza w tym roku?” postrzegam jako pewnego rodzaju folklor.

Wypominki jak targowisko?

Druga strona wypominkowej rzeczywistości – ta przyjmująca datki – również bywa przecież różna. Czasem te datki są z perspektywy kleru bardzo ważne i wręcz wytwarzana jest atmosfera ich przyjmowania przypominająca targowisko, gdzie mamy cenę, usługę, popyt i podaż. Ale to – mam wrażenie – przypadki marginalne. Osoby przyjmujące intencje wypominkowej modlitwy najczęściej pewnie z lekkim uśmiechem traktują pytania o “cenę duszy” i robią swoje – w imię tradycji. A zdarzają się i takie przypadki, kiedy ofiara wypominkowa nie zostaje przyjęta. Czy to na prośbę osoby, która z intencją modlitwy przychodzi, czy z inicjatywy przedstawiciela instytucji Kościoła. Widziałem takie sytuacje na własne oczy i z jakiegoś powodu trudno mi je zapomnieć – być może dlatego, że są rzadkością.

Handel czy modlitwa?

Jeżeli Kościół – nawet nieintencjonalnie – robi z wypominków targowisko, trudno z perspektywy szeregowego wiernego to zmieniać. Zmiany dobrze jest zaczynać od siebie. Jeżeli przychodzę z intencją modlitwy i ofiarą, to robię to po to, by poprosić moją parafialną wspólnotę o modlitwę za bliskie mi osoby czy żeby (o absurdzie!) dorzucić parę złotych do ich zbawienia?

Złoty środek

Wszędzie, gdzie modlitwa miesza się z pieniędzmi, potrzeba dużo rozsądku i zwykłego ludzkiego dystansu, który pomaga nie tracić z pola widzenia istoty. Bo przecież najważniejsza w tym wszystkim jest świętość naszych bliskich, czyż nie?

Czy wiedziałeś, że…

Zobacz także