Przejdź do treści

Rodzina unisono czyli kariera nie na pierwszym planie 

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Ktoś kiedyś mnie zapytał, jak to robię, że rodzina nie przeszkadza mi w pracy naukowej. No cóż… Ponoć nie ma głupich pytań, ale w tym pytaniu zawarty jest pewien sposób myślenia, w którym świat naukowców składa się z pokoju szczelnie wypełnionego książkami, a za drzwiami cichutko i pokornie czekają dziecięta wraz z panią matką. 

Tak się złożyło, że jestem wykładowcą polonistą, a równocześnie mężem i ojcem trójki wspaniałych dzieci. Dokładniej rzecz biorąc, złożyło się to pierwsze, bo ktoś mi taką a nie inną pracę zaproponował. Ojcostwo i mężostwo wybrałem sobie z premedytacją. Ktoś kiedyś mnie zapytał, jak to robię, że rodzina nie przeszkadza mi w pracy naukowej. No cóż… Ponoć nie ma głupich pytań, ale w tym pytaniu zawarty jest pewien sposób myślenia, w którym świat naukowców składa się z pokoju szczelnie wypełnionego książkami, a za drzwiami cichutko i pokornie czekają dziecięta wraz z panią matką. 

Nie, po stokroć nie – mieć rodzinę, być ojcem to znaczy: na pierwszym miejscu stawiać obowiązki domowe, pamiętać o budowaniu relacji, o zapewnieniu bezpieczeństwa, miłości, o cieple rodzinnym. To, co tak szumnie nazywamy „karierą”, musi zejść na drugi plan. Wielokrotnie spotykałem się ze świadectwem osób, których ojciec owszem – był wybitny w danej dziedzinie, piął się po szczeblach takich czy innych, ale był nieobecny. Nawet jeśli w domu, to za drzwiami, za stosem z książek, karcący za próbę wtargnięcia w jego samotne królestwo. 

Oczywiście teoria brzmi pięknie, a życie ma to do siebie, że nie jest teoretyczne. Zdarzają się sytuacje, gdy horyzont obowiązków zawodowych przesłania wszystko inne. Ważne, by pamiętać, co za tym horyzontem na nas czeka. Co mi pomaga? 

Na co dzień hołduję zasadzie 20/80. Nie wszyscy tę metodę znają: ponoć 20% naszego wysiłku i czasu wystarczy, by osiągnąć 80% wyznaczonych celów. Ale to wymaga rezygnacji z kilku rzeczy, przede wszystkim z perfekcjonizmu. W miarę dobrze przygotowane zajęcia, w miarę dobrze napisana książka czy artykuł, niekoniecznie najlepszy felieton… Ustaw sobie poprzeczkę na swoim poziomie. Na ile cię stać. To wymaga realizmu i konsekwencji w działaniu. Będą porażki. 

W tym wszystkim jeszcze miejsce na modlitwę. Nie będę się krygował – czasem jest go za mało. Ale z perspektywy czasu, po latach doświadczeń mogę potwierdzić: to jest moment ładowania akumulatorów. I trzymając się tej „elektrycznej” metafory, niekiedy jest to „szybkie” ładowanie. Nie chodzi przecież o długość, lecz o jakość modlitwy. Nie bezmyślne klepanie pacierzy, lecz stanięcie w prawdzie przed Panem.  

Staramy się, by nasz dom był miejscem spotkania, gdzie wszyscy czują się dobrze. By nasz głos brzmiał jednogłośnie – unisono. 

.
Zobacz także