Przejdź do treści

Różaniec – modlitwa dyskomfortu. “Otrzeźwia mnie i przywraca proporcje”

← Wróć do artykułów

Nie wszystko, co święte, jest wygodne. Różaniec bywa modlitwą trudną, niewygodną, rozpraszającą – ale może właśnie dlatego ma moc. Bo uczy nas, że prawdziwe spotkanie z Bogiem rodzi się nie w komforcie, lecz w pokorze.

Przyzwyczajeni do wygody

W niedzielę odwiedziło nas zaprzyjaźnione, starsze małżeństwo. Rozmowa zeszła na temat tego, jak bardzo przyzwyczailiśmy się do wygody. Do ciepła, do miękkich foteli, do życia, w którym wszystko jest „na klik”. Konkluzja była taka, że nam jest dziś po prostu zbyt dobrze. I że od tego dobrobytu staliśmy się niecierpliwi czy wręcz bezbronni wobec wszystkiego, co wymaga wysiłku.

Poranek, który zabolał

Dziś obudziłam się wcześniej niż zwykle. Nie mogłam już spać, więc pomyślałam: Zacznę ten dzień inaczej. Sięgnę po różaniec.

Zazwyczaj modlę się wieczorem – zmęczona po całym dniu, w łóżku, z zamkniętymi oczami, czasem zasypiając przy paciorkach. Ale tym razem uklęknęłam w ciemności poranka. I już po chwili poczułam, że to nie jest wygodne. Kolana bolały, ciało szukało lepszej pozycji.

I wtedy pomyślałam: to jest modlitwa dyskomfortu.

Wspieraj Autora na Patronite
Postaw nam kawę na buycoffee.to

Klęczenie to wyznanie wiary

Nie zawsze o tym myślę, ale klęczenie samo w sobie jest wyznaniem wiary. Przypomniałam sobie świadectwo pewnej nawróconej Żydówki. Napisała, że nic nie kosztowało jej tyle, co klęczenie. Bo jako Żydówka — nigdy przed nikim nie klękała.

Kiedy to przeczytałam, uderzyło mnie to zdanie. Klęczeć przed Bogiem to uznać, że On naprawdę jest większy. Że nie ja mam kontrolę. Przypomina o swoim miejscu w szeregu. Detronizuje.

Wiara, miłość i modlitwa – żadna z nich nie jest komfortowa

I wtedy wróciły do mnie słowa z wczoraj: że uciekamy przed dyskomfortem. A przecież wiara nie jest komfortowa. Miłość nie jest komfortowa. Modlitwa – też nie. 

Kiedy klęczę i odmawiam różaniec, dzieje się coś paradoksalnego. Z jednej strony chciałabym, żeby było już po wszystkim, a z drugiej – właśnie wtedy czuję, że dotykam czegoś prawdziwego.

Różaniec – kręgosłup wiary

Śledzę w mediach społecznościowych wielu amerykańskich katolików – często konwertytów. Wielu z nich codziennie odmawia różaniec. Piszą o nim z pasją i prostotą, jak o czymś, co stanowi oś ich wiary. To piękne i inspirujące.

Moi rodzice byli różańcowi. Jan Paweł II był różańcowy. Znam dziesiątki historii o uzdrowieniach, nawróceniach, cudach. Wiem, co mówiła Maryja w Fatimie. Sama doświadczyłam kilku cudów wyproszonych właśnie na różańcu.

A mimo to – dla mnie różaniec wciąż jest modlitwą dyskomfortu.

Błogosławiony dyskomfort

I niech tak będzie. Bo w naszym instant i insta świecie, świecie (jak mawia moja przyjaciółka) „tłustych kotów”, taki dyskomfort jest jak zimny łyk wody w upalny dzień. Otrzeźwia. Przywraca proporcje. Przypomina, że nie wszystko ma być łatwe i przyjemne.

Po pierwsze – różaniec wymaga, żeby przez chwilę skupić się nie na swoim życiu, ale na życiu Chrystusa i Maryi. A to już samo w sobie bywa bolesne.

Po drugie – wymaga skupienia. A ja, gdy powtarzam „Zdrowaś Maryjo”, potrafię w tym samym czasie myśleć o liście zakupów, pracy, śmiesznym filmiku z internetu czy planach na obiad. Nie specjalnie. To się po prostu dzieje.

Dawniej próbowałam z tym walczyć. Dziś już nie. Pozwalam, żeby te myśli po prostu były – modlą się razem ze mną.

WARSZTATY MAŁŻEŃSKIE Z IGĄ I KONRADEM GRZYBOWSKIMI – PRZEŻYĆ Z TOBĄ CHCĘ CAŁE ŻYCIE. W RADOŚCI, CZUŁOŚCI I WDZIĘCZNOŚCI – ZAPISZ SIĘ!

Kolana i charakter

No i kolana. Ojej, jak ja się wtedy wiercę. Zmieniam pozycję, siadam na nogach, wstaję.

Mój mąż jest moim przeciwieństwem – zaczyna i kończy w tej samej pozycji. Musimy razem wyglądać zabawnie.

Pan Bóg – najlepszy coach

W świecie rozwoju osobistego często mówi się o tym, że lekki dyskomfort sprzyja wzrastaniu. Myślę, że Pan Bóg jest najlepszym coachem i wiedział, co robi, dając nam – tłustym kotom – różaniec.

Czy wiedziałeś, że…

Zobacz także