Przejdź do treści

Kiedy nie odróżniasz prawej ręki od lewej – o Bogu, który nie przestaje kochać mimo naszej słabości

← Wróć do artykułów

Czasem czuję się jak ktoś z Niniwy — nieporadna, pogubiona, zbyt ludzka. A Bóg zamiast potępić, pochyla się nade mną z czułością. To historia o miłosierdziu, które nie wymaga perfekcji.

Środowe pierwsze czytanie z Księgi Jonasza zatrzymało mnie mocno.

„Tobie żal krzewu, którego nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, który w nocy wyrósł i w nocy zginął. A czyż Ja nie powinienem okazać litości Niniwie, wielkiemu miastu, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?”

Kiedy przeczytałam ten fragment, uśmiechnęłam się pod nosem. Pomyślałam: „to zabawne, ja też mam z tym problem!”. Dosłownie. Podczas nauki jazdy najbardziej gubiło mnie rozróżnianie stron – do dziś, gdy ktoś mówi „skręć w prawo”, muszę na sekundę pomyśleć, która to właściwie strona.

Ale potem przyszło coś głębszego. Bóg mówi o ludziach, którzy nie odróżniają prawej ręki od lewej — czyli takich, którzy nie wiedzą, co czynią. Którzy błądzą, mylą się, mają w sobie chaos, zagubienie, nieporadność. I nie potępia ich. Nie szydzi z nich. Tylko… żałuje. Okazuje współczucie.

To jest moment, w którym historia Jonasza przestaje być przypowieścią o złośliwym proroku i staje się opowieścią o miłosiernym Bogu. Bogu, który widzi ograniczenia ludzi i zamiast gniewu, wybiera litość.

A ja ostatnio też mierzę się ze swoją ograniczonością i wystrzelonym w kosmos perfekcjonizmem. Z tym, jak bardzo rozprasza mnie ADHD, jak trudno mi się skupić, jak wiele planów rozsypuje mi się po drodze. Zdarza mi się myśleć, że coś jest ze mną nie tak. Że jestem „za mało”, „nieogarnięta”, „niewystarczająca”.
A potem przychodzi taki fragment i czuję, że Bóg patrzy na mnie inaczej niż ja na siebie. Nie z wyrzutem, ale z czułością. Jakby mówił: „Wiem, że Ci trudno. Widzę Twoje dobre chęci. I nie przestaję Cię kochać.”

Kilka dni temu trafiłam przypadkiem na TikToku na filmik: „Pan Bóg mówi do Ciebie w konkretnym czasie – spójrz na godzinę, a potem znajdź werset o tym samym numerze”. Zazwyczaj nie robię takich rzeczy, nie traktuję Pisma jak wróżby. Ale wtedy, trochę z ciekawości, zerknęłam. I trafiłam na największe przykazanie: „Będziesz miłował Pana Boga swego…”

Pomyślałam: ciekawe. A następnego dnia, gdy otworzyłam czytania w aplikacji, właśnie ten sam fragment znów pojawił się przede mną. Akurat wtedy, gdy nie miałam siły iść na adorację.
Zamiast tego, siedząc z telefonem w ręku, dostałam prosto w serce: „Będziesz miłował Pana Boga swego…”

Nie wiem, czy to przypadek. Może nie. Może Bóg chciał mi powiedzieć coś bardzo prostego:
że nie oczekuje ode mnie doskonałości, ale miłości. Że mogę Go kochać nawet w moim bałaganie.
Nawet wtedy, gdy nie odróżniam prawej ręki od lewej.

Czy wiedziałeś, że…

Zobacz także