Przejdź do treści

Młodzi chcą pomagać i są w tym niesamowici. Przykład? Szkolne Koło Caritas!

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

W Polsce działa 2700 Szkolnych Kół Caritas. W archidiecezji wrocławskiej – 53. Jedno z nich spotkamy w Szkole Podstawowej im. Polskich Odkrywców i Podróżników w Kobierzycach pod Wrocławiem. Gmina Kobierzyce to jedna z najbogatszych gmin w Polsce, a Szkolne Koło Caritas w miejscowości to jeden z najprężniej działających wolontariatów. Przypadek? Być może. Ale faktem jest, że już od podstawówki dzieci są tu uczone gromadzenia skarbów. Oczywiście dla potrzebujących.

“Motywuje nas wiara”

Justyna Pacholik i Daria Smoła to dwie pełne oddania i pasji katechetki z Kobierzyc. Od lat uczą nie tylko słowem, ale czynem i przykładem, w czym pomagają struktury Szkolnego Koła Caritas (w skrócie: SKC). Gdy się zapytać, co robią w ramach tej inicjatywy, nie dotrą do końca listy. A przecież dla nich to też jest wolontariat. “To jest wewnętrzna potrzeba, żeby samemu pomagać, ale też żeby uczulić dzieci, jak ważne jest niesienie pomocy drugiemu człowiekowi na różne sposoby. Ja też to wyniosłam ze szkoły i studiów teologicznych” – mówi pani Justyna.

Motywacja Darii Smoły również wypływa z wiary: “Pracuję w katechezie już 20 lat. Po prostu idę za głosem serca i za tym, co wytyczył Jezus. Kierujemy się przede wszystkim przykazaniem miłości. Wierzymy, że każda najmniejsza pomoc okazana drugiemu człowiekowi nam też pomaga.

Dużo działania i dużo formacji

Szkolne Koła Caritas działają – jak sugeruje sama nazwa – na okrągło. Akcje są związane z rokiem szkolnym, a zarazem wpisane w kalendarz liturgiczny. Wspólnota zostaje zawiązana we wrześniu. Spotkania w Kobierzycach odbywają się co dwa tygodnie. Grupa ponad 30 dzieci przychodzi rano około 7:15, ponieważ do koła należą uczniowie z klas 4-8, którzy kończą zajęcia o różnych porach. 

Jak wygląda ich roczna praca? Oto ramowy plan w pewnym uproszczeniu:

  • początek jesieni: sadzenie żonkili na Polach Nadziei – akcja dla hospicjów, 
  • październik: zbiórka rzeczy dla bezdomnych, 
  • listopad: porządkowanie opuszczonych grobów, 
  • bliżej grudnia: „Nasza Paka” – każda klasa przygotowuje prezenty dla rówieśników, którzy nawet nie zaglądają pod pustą choinkę, 
  • styczeń: odwiedziny domu seniora, 
  • na wiosnę: „Torba Miłosierdzia” i kiermasz wielkanocny. 

W międzyczasie przedświąteczna zbiórka żywności i kiermasz bożonarodzeniowy.  Żeby było bardziej globalnie odbywają się też spotkania misyjne (w tym roku byli już misjonarze z Jamajki i Syberii). A po drodze zdarzają się też nadprogramowe akcje: bo jakiś uczeń zachoruje, bo komuś urodzi się dziecko z wadą serca – i prędko rusza zbiórka.

W tym wszystkim jest też formacja duchowa. Prowadzenie różańca, drogi krzyżowej, śpiewanie litanii majowej. Ale też wejście w świat osób ubogich, m.in. poprzez wspólny wyjazd na kolonie z dziećmi – podopiecznymi Caritas. Pani Daria wspomina je jako jedną z najważniejszych lekcji: “Nasze szkolne dzieci, często z zamożnych domów, weszły we wspólnotę z dziećmi z Caritas. To była dla nich zupełnie nowa sytuacja – to zetknięcie z rówieśnikami, którzy nie są tak zadbani i nie posiadają zbyt wiele. One cały czas bardzo dobrze wspominają te kolonie. Atrakcji było bardzo dużo, a relacje się zacieśniły”.

Dzieci tworzą wspólnotę i czują się ważne

“My nie skupiamy się tylko na tzw. zbieractwie” – zaznacza Justyna Pacholik. “Uczulamy dzieci na zwykłą dobroć sąsiedzką. Żeby tam, gdzie mieszkają, dostrzegły innych: by pomóc babci, dziadkowi, sąsiadom, żeby pójść do starszej osoby, zrobić jej herbatę. To dobro w nich zostaje, bo my to widzimy po ich dalszych wyborach” – podkreśla nauczycielka.

Jak wolontariat wpływa na dzieci? “Kiedy przejdą się po klasach z ogłoszeniem, kiedy sprzedają ciasto na kiermaszu, liczą zebrane pieniążki, to czują się ważne. One są dumne z tego, że przynależą do Caritas. Doskonalą się we współpracy. Są tak chętne do pomocy, że musimy rozdzielać, kto co zrobi” – mówi Daria Smoła.

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że SKC tworzą uczniowie z jednej katolickiej „bańki”. Pani Daria dzieli się spostrzeżeniami: “Nie ukrywam, że bywają w SKC dzieci, które nie są co niedzielę w kościele. My nikogo nie wytykamy i przyjmujemy nawet uczniów, którzy nie chodzą na religię, a chcą przynależeć do Caritas. Tylko wtedy zaznaczamy rodzicom, że to jest grupa chrześcijańska. W zeszłym roku byłyśmy na zjeździe Szkolnych Kół Caritas i Parafialnych Zespołów Caritas w Trzebnicy. Od nas pojechał cały autobus. Trzeba było widzieć miny koordynatorów zjazdu! Było tam dużo modlitwy. I te nasze dzieci w Trzebnicy naprawdę były dumne, szczęśliwe i rozmodlone. Dzieci, które nie wytrzymują czasem nawet 45 minut na Mszy, tutaj poczuły wspólnotę i nie było żadnego problemu”.

Nie zawsze jest łatwo

Moje rozmówczynie mają swoje własne dzieci, które są uczniami lub absolwentami Szkoły Podstawowej w Kobierzycach. Wszystkie ich dzieci przynależały do SKC, angażowały się w różne działania i choć kolejne szczeble edukacji, po których wspinają się już w dużym mieście, wystawiają ich wiarę na próbę, to zawsze można liczyć na ich pomoc. 

Wolontariat kształtuje charakter. Młody człowiek uczy się, że bezinteresowne poświęcenie czasu i sił nie wiąże się tak naprawdę z jakąś szczególną stratą. A zyskać można wiele, nie tylko lepszą ocenę z zachowania. To doświadczenie warto zdobywać od najmłodszych lat, bo potem może być już o nie trudniej. “W szkole średniej mało osób chodzi na katechezę. To utrudnia budowanie wspólnoty, która kieruje się chrześcijańskimi wartościami. Nagonka społeczeństwa, w tym też niektórych rodziców, na Kościół nie ułatwia pracy katechety. My robimy swoje z uśmiechem, ale nie zawsze jest tak różowo i wspaniale” – mówi pani Daria.

Caritas to wciąż wielkie dzieło

“Prowadzenie katolickiego wolontariatu w szkołach publicznych staje się coraz trudniejsze” – dzieli się swoimi spostrzeżeniami Robert Jadwiszczak, koordynator prac SKC w archidiecezji wrocławskiej. “Ale widzimy wręcz konieczność mówienia o dziełach, jakie poprzez Caritas podejmujemy jako Kościół. Bo caritas – “miłość miłosierna” to nasza chrześcijańska tożsamość, której musimy się uczyć od dziecka. To się dzieje w naszych kołach, ale chcielibyśmy o tym opowiadać w każdej szkole, np. w ramach warsztatów, godzin wychowawczych czy katechez. Od dziecka w placówkach oświatowych młodzi uczulani są na akcje charytatywne, organizuje się różne zbiórki dla potrzebujących, pomaga się zwierzątkom, ale nie często można usłyszeć o tym największym w naszym kraju dziele pomocowym, jakie tworzy Caritas” – podkreśla koordynator.

“To, co się teraz dzieje w Kościele i jak jest postrzegana katecheza, to jest jedno” – zauważa Justyna Pacholik. “Ale te 13 lat wolontariatu to jest dla mnie motor, który mnie napędza i utwierdza, że to, co robię, ma sens i jest głoszeniem Ewangelii. Katecheza jest teraz bardzo trudna, ale wolontariat pomaga w tym świecie nie zwariować” – dzieli się nauczycielka.  

Idziemy dalej

SKC to często tylko pierwsza linia frontu. Żeby pomoc była bardziej efektywna, trzeba zarazić dobroczynnością innych. W akcje SKC w Kobierzycach włączają się całe klasy, dzieci, rodzice, ale też ośrodek kultury i instytucje we wsi, a nawet poza jej granicami. “Jesteśmy dość spontaniczne i pomysłowe” – mówi pani Daria, zaznaczając, że przyjaźń dwóch katechetek pomaga w realizacji nawet bardzo śmiałych planów. “Mogłybyśmy pójść na całą Polskę albo nawet świat! Tak się dzieje, że angażujemy wiele osób. Kiedyś zrobiłyśmy jasełka w plenerze. W Chrzanowie, w stajni kręciłyśmy filmik z niemowlakiem, poprzebieranymi dziećmi, muzyką na żywo. W kolejnych scenach towarzyszyły nam jeszcze dzieci spoza SKC, koleżanki z pracy, a nawet zaangażowałyśmy wójta, sołtysa i radnego, którzy byli trzema królami. Nasz były uczeń zmontował ten filmik, który potem odtwarzaliśmy dla widzów, dokładając do niego sceny na żywo. Wyświetliliśmy te jasełka na przykład sybirakom, którzy oglądali je ze zdumieniem” – relacjonują nauczycielki, a przy okazji tych wspomnień już zaczynają snuć kolejne plany.

Pani Justyna podkreśla, jak ważne jest pozytywne nastawienie dyrekcji do wolontariatu. Bez dobrej woli i wyrozumiałości ze strony pani dyrektor na widok wypiętrzającej się góry darów na korytarzu nie byłoby możliwości prowadzenia działalności charytatywnej. A często sama dyrekcja i grono pedagogiczne włączy się w to wspólne pomaganie, a potem kolejni i kolejni mieszkańcy miejscowości, gdy usłyszą o szlachetnych akcjach w podstawówce.

I w ten sposób promień Szkolnego Koła Caritas się wydłuża, a pole działania powiększa, włączając w dobroczynność wolontariuszy, którzy ławki szkoły już dawno opuścili, ale ciągle chcą w sobie rozwijać talent miłosierdzia. 

Wkręćmy młodych w pomaganie i sami dajmy się wkręcić!

Zobacz także