Przejdź do treści

Wybieram z żoną płytki do kuchni… Niełatwe to, ale piękne!

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Jest mniej więcej połowa maja, miejsce akcji: nasza kuchnia. Kuchnia już wie, że czeka ją fundamentalna zmiana. Remont skrada się wielkimi krokami, plany są, ekipa już w gotowości, zostają drobiazgi, które, jak się okazuje, mogą się stać podstępną pułapką dla Bogu ducha winnego męża.

„Bielszy odcień bieli” 

Siedzimy więc w tej kuchni, wpatrzeni z żoną w dwie identyczne płytki. Ktoś niezorientowany mógłby próbować wzywać egzorcystę, tak głęboka jest cisza i tak bardzo wyglądamy, jakbyśmy próbowali otworzyć jakiś czakram albo insze jakieś „wrota percepcji”. Cisza powoli się krystalizuje i wisi nad nami ołowiem. Obie płytki są identyczne… Przynajmniej w moich oczach. Moja Ania dostrzega jednak „bielszy odcień bieli” (jeśli ktoś jeszcze pamięta przebój Procol Harum).

W małżeńskim potrzasku 

Otóż pytanie egzystencjalne brzmi: która bardziej pasuje? Jedna jest „zbyt jasna”, a druga „się gryzie”. Albo na odwrót. I ja mam powiedzieć, co ja uważam. Ale nie za szybko i nie nazbyt pewnym głosem, bo to znaczy, że w ogóle się domem nie interesuję i tak tylko mówię, żeby szybciej skończyć. Napięcie narasta, żona patrzy na mnie wzrokiem Huberta Urbańskiego, ślipię na te płytki („to są wzorniki, nie płytki, kochanie!”), klęska się zbliża, los Antygony jest mi sądzony. Staram się przynajmniej o dobór miny, która sugerowałaby, że podzielam wątpliwości żony.

Na ile potrafimy być dla siebie? 

Myślę, że wszyscy znamy te domowe dyskusje i dialogi „na cztery nogi”, gdy jedna ze stron zastanawia się, czy nie łatwiej byłoby jednak zająć się dylematem liczby diabłów na końcu szpilki, a druga przeżywa egzystencjalne rozterki. A on/ona tego nie rozumie! Te śmieszne momenty pokazują jednak, na ile potrafimy być dla siebie, zdobyć się na cierpliwość („wiem, że cię to nudzi”), dystans do siebie, wyrozumiałość. Sprawdzamy się w związku również w takich momentach, nie tylko w sytuacjach „podbramkowych”, ważne, byśmy potrafili razem się z tego śmiać!

Porozumienie w dialogu 

Jest takie piękne powiedzenie, które w podobnych sytuacjach pomaga: mężczyzna widzi las, kobieta – gałęzie i liście. Różnice związane z postrzeganiem świata, również postrzeganiem kuchni i jej remontu, mogą być powodem napięć, ale mogą też być – powinny być! – źródłem wzajemnego zrozumienia, dawać impuls do porozumienia w dialogu. Wiem, że brzmi to nieco górnolotnie, bombastycznie nieco, dopiszę też więc drobnym drukiem: wszystkie te sytuacje, w danym momencie grążące burzą domową, stają się z czasem elementem domowej mitologii, tych wszystkich: „A pamiętasz jak kiedyś mama…”, „Tak, tak, a wtedy tata…”.  

Jako rodzina tworzymy wspólną opowieść, do której kiedyś nasze dzieci będą sięgać jak do skarbnicy mądrości. Będzie zbiorem naszych dobrych i złych doświadczeń, radosnych i smutnych. Chodzi o to, by takie życiowe „chmurki” od razu przemieniać w uśmiech. 

.
Zobacz także