Przejdź do treści

Randki w małżeństwie to konieczność! Oto parę zasad, które je ułatwią

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Nie zapominajmy, że najpierw jesteśmy mężem i żoną, a dopiero później mamą i tatą. Jeśli dziś nie będziemy budować naszej relacji, to w pustym domu – gdy dzieci z niego wyjdą – tym bardziej nie będzie nam ze sobą po drodze.

Randka – inwestycja w małżeństwo 

Przy kilkorgu dzieci – a nawet przy jednym – nie jest łatwo przypomnieć sobie, jak to było bez nich. Te romantyczne spacery, trzymanie się za ręce, pogaduchy do rana, romantyczne kolacje przy świecach…. Rozmarzyliście się? Ja też. Czy coś stoi na przeszkodzie, by te chwile wróciły?  

Przez wiele lat uważałam – pewnie dlatego, że gazety, telewizja, seriale, filmy powtarzają te brednie bez końca – że małżeństwo i rodzicielstwo zabiera romantyczność, a w zamian oferuje jedynie rutynę, rutynę i jeszcze raz rutynę.

Koniec romantycznych chwil? 

Dałam się w to wciągnąć. Przyznaję. Myślałam, że z małymi dziećmi szczytem romantycznych przeżyć jest lampka wina wypita na kanapie. A i to nie do końca, bo zasypialiśmy w pół zdania.  

Olśnienie przyszło przy trzecim dziecku. I to głównie dzięki mojemu mężowi. To on zarezerwował weekend w Karpaczu i po prostu mnie tam zabrał. Do dzieci przyjechała babcia, a my mieliśmy dla siebie trochę więcej czasu. Byłam wtedy w ciąży z czwartym dzieckiem.

Dotarło do mnie coś, czego powinno się uczyć w szkole, na katechezach przedmałżeńskich, właściwie na każdych rekolekcjach, spotkaniach dla małżonków i rodziców. (A może tak jest, tylko my nie słuchamy?) Relacja małżeńska jest ważniejsza niż relacje z dziećmi. One wyjdą kiedyś z naszego domu, a my będziemy ze sobą do śmierci. Nikt za nas nie zbuduje silnej wzajemnej więzi.

Odkryjcie randkowanie na nowo  

Od owego romantycznego wyjazdu do Karpacza zaczął się dla nas nowy rozdział – randkowanie na nowo. Nie myślcie, że zostawiałam noworodka pod opieką babci i wyjeżdżałam z mężem na weekend. Aż tak źle nie było. Ograniczaliśmy się do randek domowych. W domu też można elegancko się ubrać, nakryć pięknie stół, zapalić świeczki i przyrządzić kolację. Przecież na randce najważniejsze jest to, z kim się ją spędza, a nie gdzie.  

Oczywiście kiedyś w końcu trzeba wyjść – gdy już możemy z kimś zostawić dzieci na dłużej niż pół godziny. Wiadomo – każda żona marzy, by podano jej do stołu, obsłużono, a później pozmywano. Nieprawdaż? A każdy mąż lubi, gdy żona jest wypoczęta i zadowolona.

Randkowe zasady 

Randki – w restauracjach, w kinie, czy gdzie tylko przyjdzie wam do głowy – są KONIECZNE. My dodatkowo wprowadziliśmy w naszym randkowaniu pewną zasadę – nie rozmawiamy wtedy o dzieciach ani na żadne tematy z kategorii: kto, kogo, kiedy i dokąd zawozi czy odbiera. Skupiamy się wtedy wyłącznie na naszej relacji. Opowiadamy sobie, co u nas, np. z czym jest nam trudno albo jakie odnieśliśmy ostatnio sukcesy, co nas cieszy, o czym marzymy… I zawsze czas mija nam za szybko.  

Warto też trzymać się pewnej cykliczności (w miarę możliwości, bo wiadomo – życie z dziećmi przynosi nieraz nieoczekiwane zwroty akcji). Np. raz w tygodniu jemy kolację sami – po położeniu dzieci spać. Ubieramy się wtedy w miarę elegancko i rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy. Raz w miesiącu możemy zaplanować randkę wyjazdową lub randkę na mieście. Zdaję sobie sprawę, że takie planowanie może być mało romantyczne, ale niemal zawsze okazuje się ono konieczne.  

Kiedy planujemy wyjazdową randkę, zawsze ustalamy wspólny termin, dogrywamy opiekę dla dzieci, miejsce i budżet. Najlepiej jakaś bliska lokalizacja, by w awaryjnych sytuacjach móc szybko wrócić.

Inwestujcie w przyszłość 

Z doświadczenia własnego, ale też innych małżeństw, widzimy, że randki to coś, co daje nam nowe siły i wzmacnia nasze więzi. Nie zrezygnujemy z tego. Za dużo dobrego się wydarzyło i za dużo mamy do stracenia. 

Relacja małżeńska jest najważniejszą ziemską relacją w naszym życiu. Jeśli nie zadbamy o nią teraz, później możemy obudzić się w domu, w którym, jak mawia Jacek Pulikowski, „obcy chłop kręci się po chałupie”. Nie będzie już dzieci, a my będziemy sobie obcy, żyjąc we własnych odrębnych światach. 

Marzę o czasie, gdy dzieci wyjdą z domu, a my będziemy mieć czas dla siebie właściwie codziennie. Nie jestem marzycielką, ślepo czekającą na cud. Jeśli dziś nie będę chciała budować relacji z moim mężem, w pustym domu tym bardziej nie będzie nam ze sobą po drodze. Modlę się o dobrych współmałżonków dla moich dzieci. Życzę im, by znalazły swoje szczęście w życiu. Dzięki temu „zabezpieczam” dla nas szczęśliwy czas we dwoje. 

Zatem kalendarze w dłoń i planujmy! Powodzenia.

Zobacz także