Przejdź do treści

Jak mówić małemu dziecku o Bogu? Pytamy eksperta

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

“Czymś niezwykle bliskim dzieciom jest zabawa. W ich rozumieniu to nie tylko rozrywka – to sposób bycia i poznawania świata, dlatego warto od niej zaczynać myślenie o przekazie wiary małym dzieciom” – mówi Aneta Rayzacher-Majewska, katechetka przedszkolna z blisko 20-letnim stażem, doktor katechetyki, wykładowca na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i konsultor Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski.

Niemowlęcy przekaz wiary?

Joanna i Mirosław Haładyjowie: Pracuje Pani z małymi dziećmi. Kiedy najlepiej rozpocząć z maluchami rozmowę o wierze? Czym może skutkować zwłoka?

Aneta Rayzacher-Majewska: Pracuję z dziećmi w wieku przedszkolnym i to jest czas, w którym niejako „urzędowo” można mówić o Bogu – na zajęciach z religii w przedszkolu. W minionym roku szkolnym prowadziłam religię w grupach dzieci pięcioletnich, ale już maluchy, czyli trzy- i czterolatki mogły mieć takie zajęcia, jeśli rodzice zadeklarowali wolę. I szczerze do tego zachęcałam.

Z kolei na gruncie rodziny z powodzeniem może i powinno nastąpić to jeszcze wcześniej. Zanim nawet możliwa będzie typowa „rozmowa”, czyli z udziałem dziecka, warto, by rodzice wzbudzali jego zainteresowanie sprawami Bożymi. Już maluchy w wózku, zanim zaczną mówić, reagują na przechodzącego obok psa czy mijający je wóz strażacki – analogicznie rodzice mogą przykuwać uwagę dziecka do tego, co jest związane z wiarą – np. jeśli, przechodząc obok kościoła, zatrzymają się i przeżegnają, a dziecku wskażą krzyż na wieży. Czy też mijając kapliczkę, a w domu wskazując święte obrazy. W ten sposób poszerzają świadomość dziecka o istnienie rzeczywistości ważnej dla nich. Rzeczywistości Kogoś, do Kogo się zwracają. 

Dziecko, wzrastając w takiej atmosferze, w sposób naturalny otwiera się na Boga, zaczyna uczestniczyć w wierze rodziców. Z czasem do gestów dołączą słowa – zarówno rodziców (wyjaśnienia, słowa modlitw), jak i dziecka (pytania, pierwsze słowa kierowane do Ojca w niebie). W starszym wieku trudno o tą wielką ufność i pewność, z jaką traktuje się Boga. Warto, by dziecko słyszało o Nim od tych najwspanialszych, najmądrzejszych ludzi na świecie, za jakich postrzega we wczesnym dzieciństwie rodziców. Pominięcie wychowania religijnego we wczesnym dzieciństwie powoduje też, że dziecko, gotowe już na przyjęcie kolejnych prawd czy kształtowanie umiejętności, musi nadrabiać zaległości, czyli np. pięciolatek dopiero uczy się znaku krzyża.

Jak mówić o Bogu w formie zabawy?

Jak zatem rozmawiać o Bogu z przedszkolakiem, żeby zachęcić, a nie zniechęcić?

Przede wszystkim nie przedobrzyć – wiadomo, co, jest wybrukowane dobrymi intencjami… Warto zasięgnąć nieco wiedzy o specyfice danego wieku i wybierać optymalny moment oraz czas trwania na rozmowy o Bogu. Oczywiście dajmy sobie spokój z mini-wykładami teologicznymi lub czytaniem dokumentów Kościoła… 

Czymś niezwykle bliskim dzieciom jest zabawa i tę formę aktywności warto wykorzystywać. Niektórzy mają obawy, czy godzi się mówić o Bogu w formie zabawy… Jak najbardziej tak! Zresztą zabawa w rozumieniu dziecka to nie tylko rozrywka – to ich sposób bycia, poznawania świata. Dzieci traktują zabawę niezmiernie poważnie (dlatego potrafią obrazić się, jeśli postąpimy w zabawie wbrew zasadom). 

Rozmowy są cenne – zwłaszcza, jeśli towarzyszą jakiejś aktywności. Np. w czasie spaceru, gdy mijamy miejsce związane z religią. Okazją do rozmowy o Bogu może być też codzienna modlitwa, czytanie Pisma Świętego. Poza rozmową warto wykorzystywać zainteresowania dziecka – miłośnicy rysowania mogą ilustrować poznane historie biblijne, mali aktorzy – odgrywać scenki, przyrodnicy – sporządzać z rodzicami albumy roślin lub zwierząt biblijnych. Pomocą mogą być też klocki – zarówno drewniane, jak i Lego itp., lalki, maskotki, pacynki… 

Warto spędzać wspólnie czas, grając w gry religijne – te gotowe, kupowane w księgarniach katolickich, ale i zrobione samodzielnie. Polecam też czasopisma katolickie – można znaleźć na rynku propozycje dla różnych grup wiekowych. Od strony edytorskiej nie ustępują w niczym „świeckim” pismom, funkcjonują też on-line. Z pomocą rodzicom przychodzi dziś też Internet – nie brakuje stron czy kanałów z piosenkami czy animacjami. Warto pamiętać też o śpiewie. Szczególnie popularne wśród młodszych są piosenki z gestami. Nawet jeśli dla danego utworu nie zaproponowano gestów, możemy zrobić to we własnym zakresie i też świetnie się przy tym bawić.

O Bogu, nie o ”Bozi”

Dlaczego przekaz wiary w domu często kuleje?

Czasem mam wrażenie, że niektórzy rodzice rezygnują z rozmów o Bogu z braku wiedzy czy umiejętności albo z obawy, że zrobią to nie tak, jak trzeba… Zachęcam, by upominać się o pomoc – jeśli sami nie do końca wiemy, jak to zrobić. Bywa, że rodzice zostawiają tę kwestię dziadkom – to piękne, jeśli mogą liczyć na tego typu wsparcie, ale też musimy pamiętać, że pobożność poprzednich pokoleń nie do końca musi być zrozumiała dla najmłodszych… 

Choć z jednej strony znane mi przedszkolaki zawdzięczają nauczenie modlitwy czy prowadzenie do kościoła właśnie babciom i dziadkom, to również za sprawą seniorów zamiast o Bogu mówią o „Bozi” (która dodatkowo dla jednych oznacza Boga, zaś dla innych – Matkę Bożą). Innym razem widzą w Panu Bogu surowego sędziego, który – zgodnie z zapowiedzią babci czy dziadka – karze dziecko, gdy jest ono nieposłuszne. Mimo wielkiej wdzięczności wobec dziadków za wspieranie w formacji religijnej, rodzice powinni być zorientowani w kształcie tego wychowania.

„Nie popisujmy się przed dziećmi znajomością pacierza”

Jak w ciekawy sposób zachęcić dziecko do wspólnej modlitwy przed jedzeniem albo przed snem, jeśli nie wprowadziliśmy tego od samego początku i maluchy nie miały okazji nas obserwować i naśladować?

Nigdy nie jest za późno… i warto nie kryć tego przed dziećmi. Jeśli więc do tej pory nie było w naszym domu modlitwy przed jedzeniem czy snem, nie wahajmy się przyznać, że… chcemy to wprowadzić i zależy nam na tym. Czasem słyszę od przedszkolaków, że np. chciały pójść do kościoła, ale rodzice nie mieli czasu albo że u nich nie ma modlitwy. Zachęcam wtedy dzieci, by powiedziały rodzicom, że chciałyby to zrobić, że to dla nich ważne. Jestem przekonana, że wielu rodziców po takich słowach spróbuje zmobilizować się i coś z tym zrobić. Absolutnie nie powinniśmy traktować tego jako „wtrącania się katechetki” czy „działania wbrew rodzicom”. 

Kiedy już zdecydujemy się wprowadzić modlitwę, nie popisujmy się przed dziećmi znajomością pacierza. Uczmy je formuł odpowiednio do wieku, ale też zostawmy okazję do modlitwy spontanicznej. Mówmy do Boga swoimi słowami i zachęcajmy do tego pociechę. Kto wie… może z tej szczerej dziecięcej modlitwy dowiemy się czegoś ważnego o sobie, gdy np. dziecko poprosi Pana Boga, by rodzice tak długo nie pracowali albo nie krzyczeli na siebie tak często…

„Kto tak naprawdę jest starszy – Jezus czy Maryja?”

Praca w przedszkolu wiąże się zapewne z sytuacjami, których nie można przewidzieć. Dzieci są niepowtarzalne i niesamowite w swojej logice i komentarzach. Jakie pytania ze strony dzieci, dotyczące wiary, panią zaskoczyły i jak sobie pani z nimi poradziła?

Po blisko dwudziestu latach pracy z pięcio- i sześciolatkami jestem przekonana, że jest to najbardziej wymagająca grupa odbiorców. Przed nimi nie popiszemy się wiedzą z teologii czy filozofii. Możemy znać dziesięć języków (w tym wszystkie biblijne), a i tak posłużyć się musimy tym jednym – zrozumiałym dla dziecka. Do tego ciekawość dzieci i brak lęku przed byciem ocenionym powoduje, że właśnie w tej grupie wiekowej dostaje się najciekawsze pytania. Czasem żartuję, że te pytania z powodzeniem można zadawać studentom teologii na egzaminie… 

Raz chłopiec zapytał mnie, kto tak naprawdę jest starszy – Jezus czy Maryja? Przede wszystkim pochwaliłam za ciekawe pytanie. Odpowiedziałam, że na ziemi Pan Jezus urodził się jako Syn Maryi, więc wtedy, jako jej dziecko, był młodszy, ale poza ziemską rzeczywistością od zawsze był i zawsze będzie. 

Z kolei jedna dziewczynka powiedziała, że według jej mamy tak naprawdę to nie wiadomo, czy Bóg to Pan Bóg czy Pani Bóg. Zawsze staram się zrozumieć, co autor miał na myśli. W tym przypadku pomyślałam, że może wcale nie jest to jakaś feministyczna opcja tylko próba wyjaśnienia dziecku, że Bóg nie ma płci. Dlatego powiedziałam, że może mamie chodziło o to, że Bóg to nie pan-mężczyzna, tylko pan w znaczeniu np. psa, który ma pana – kogoś, do kogo pies należy i kto troszczy się o tego psa. 

Czasem warto dopytać dziecko, jak ono sądzi albo dlaczego o coś pyta – być może zadane pytanie jest fragmentem głębszej refleksji lub małym trybikiem w wielkiej machinie skojarzeń.

„Nie wiem, bo jeszcze tam nie byłam”

Prowadzi pani też zajęcia dla studentów, którzy będą pracować z małymi dziećmi (zupełnie jak przyszli rodzice). Co jest kluczowe w dobrym przygotowaniu do takiej misji?

Przede wszystkim zachęcam studentów do tego, by pielęgnowali w sobie umiejętność wrócenia myślami do swojego dzieciństwa i nie lekceważyli dzieci. Przypominanie sobie swoich dziecięcych lat może nam pomóc w zrozumieniu małych uczniów – tego, że są dziećmi i w kościele na Mszy zamiast o transsubstancjacji będą się zastanawiać, według jakiej logiki są ułożone płytki albo ile jest żarówek w żyrandolu. Z kolei brak lekceważenia pomoże w podejściu do pytań dzieci z należytą powagą i w solidnym przygotowaniu się do zajęć z nimi. 

Katecheci (zarówno ci pracujący w przedszkolu czy szkole, jak i rodzice jako „pierwsi katecheci”) nie powinni też bać się przyznawać, że czegoś nie wiedzą… A w tym „fachu” jest sporo niewiadomych. To jest lepsze – i bardziej uczciwe – niż silenie się na odpowiedzi, których wcale nie mamy. Sama kiedyś załamywałam się, słysząc od dzieci, że poprzednia katechetka mówiła im, że w niebie będzie można pić tyle coli i jeść tyle słodyczy, ile się będzie chciało, a brzuch nie będzie bolał… Ja, mimo bujnej wyobraźni, na pytanie: „jak jest w niebie?” odpowiadam z uśmiechem, że nie wiem, bo jeszcze tam nie byłam… 

Warto też wykorzystać pomysł p. Marii Braun-Gałkowskiej, profesor psychologii. W sytuacji trudnych pytań, na które nie znamy teraz odpowiedzi, pani profesor radzi mówić: “nie wiem, ale jak spotkamy się kiedyś w niebie, przypomnij mi, bym zapytała o to Pana Boga”.

Fot: www.contragentiles.pl – portal o apologetyce

Zobacz także