Przejdź do treści

Dzieci szaleją z radości przy żywej szopce… a w domu poznają sens

← Wróć do artykułów

Playlista z wszystkimi wersjami audio artykułów

Mimo zakończenia Okresu Bożego Narodzenia w liturgii, szopki cieszą nasze oczy przez cały styczeń. U dzieci natomiast wzbudzają ciekawość i radość, zwłaszcza jeżeli są żywe.

Pierwsza szopka świętego Franciszka

Myślę, że do przypominania, co tak ważnego wydarzyło się ponad dwa tysiące lat temu w Betlejem, świetnie nadają się szopki. Nasze dzieci lubiły opowieść o św. Franciszku i wiedziały, że to on był twórcą pierwszej szopki. Czytaliśmy historię o tym, jak w Greccio poprosił pewnego właściciela groty, by przygotował w niej wszystko tak, by przypominała, na ile się da oczywiście, grotę w Betlejem w dniu Narodzenia Pana Jezusa. Sprowadzono więc woła, osiołka, baranki i kozły. Rozrzucono sianko i przygotowano żłóbek. Tam też ustawiono ołtarz, przy którym w noc Bożego Narodzenia została odprawiona Msza Święta. Sianko potem zachowano i ponoć Bóg uzdrawiał przez nie bydło i inne zwierzęta.

Święty Franciszek chciał pomóc wyobraźni ludzi, unaocznić jakoś to, co wydarzyło się w Betlejem. Bardzo ładnie napisali o tym Beata Kołodziej i Paweł Kołodziejski w książce pt. ”Święty Franciszek i Anioł Stróż”. Opisują oni też sytuację, jak jeden z braci zapytał Franciszka, czy można pościć, jeśli Boże Narodzenie wypada w piątek. Ten odpowiedział: „Bracie, grzeszysz, nazywając piątkiem dzień, w którym narodził się Jezus Dziecię! Chcę, żeby w tak wielkim dniu nawet ściany jadły mięso! A jeśli nie potrafią, to przynajmniej z wierzchu trzeba by je nim natrzeć!”

Cóż… zwłaszcza te pomysły o nacieraniu ścian mięsem cieszyły nasze dzieci! Na szczęście nie próbowały wprowadzać ich w życie!

Fot. Karina Jarema

Żywa szopka u franciszkanów w Tychach

Szopki cieszą się dużą popularnością u nas na Śląsku. Bardzo lubimy szopkę w Tychach. Ojcowie franciszkanie budują tam kościół św. Franciszka i Klary i co roku organizują żywą, ciesząca bardzo dzieci, szopkę. W środku powstającego kościoła znajduje się piękna tzw. betlejka, czyli model szopki znany z każdego kościoła. Z kolei na zewnątrz jest uliczka drewnianych domków, przypominająca miasteczko. Nie brakuje oczywiście żywych zwierząt: są osiołki, kozy, króliki, którym dzieci mogły się przypatrywać całymi godzinami. Oprócz tego można napić się herbaty i ogrzać przy ognisku. Od pewnego czasu ojcowie w okresie Bożego Narodzenia organizują przy żłóbku adorację Najświętszego Sakramentu.

Fot. Karina Jarema

Szopki edukują

Dzieci miały ogromną frajdę a my pozwalaliśmy im nacieszyć się tymi chwilami. Rozmowy i wyjaśnienia nie pasowały do sytuacji.

Natomiast stricte edukacyjną rolę pełniły u nas szopki domowe. Dzieci miały co roku małą, drewnianą szopkę (czasem kartonową), do której robiły w czasie Adwentu kolejne postacie z modeliny, a ponieważ fantazji im nigdy nie brakowało, lepiły figurki dziadka, babci, rodziców, nawet swoich koszatniczek… A co? One też miały prawo przywitać Jezusa. Jeśli z jakiegoś powodu nie było lepienia, to ustawiały pluszaki i anioły. Pewnego razu pojawiła się też u nas duża szopka z drewna i siana zrobiona przez tatę. Zajmowała widoczne miejsce i dzieci dokładały do niej postacie aż do 6 stycznia.

Fot. archiwum prywatne

Co dała naszym dzieciom podtrzymywana przez nas tradycja budowania i odwiedzania szopek? Z pewnością utrwaliły w sobie przekonanie, że Pan Jezus troszczy się o wszystkich – także o zwierzęta, bo gdy rybki w akwarium chorowały, syn poprosił w czasie modlitwy o ich uzdrowienie. Na mój uśmiech odpowiedział: „A co? Źle proszę? Przecież jeszcze takiego cudu u nas nie było”.

Foto główne: Biuro prasowe Archidiecezji Krakowskiej

.
Zobacz także